Stowarzyszenie Żeglarskie Samoster

Quo vadimus nautae? Quocumque ventis et undis agimur...

"Biały szkwał" - oczami ratownika - relacja ze spotkania w TzH

Jak przebiegała akcja ratowniczo – poszukiwawcza po mazurskiej, sierpniowej nawałnicy, opowiadał w miniony poniedziałek 28.01.2008 w TzH Rafał Adamiec, oficer Państwowej Straży Pożarnej, który jest również aktywnym żeglarzem.

Tuż za Horyzontem - Rafał Adamiec

Rafał opowiadał o działaniach Państwowej Straży Pożarnej, jakie zostały podjęte bezpośrednio po nawałnicy od dn. 21 sierpnia i trwały aż do dn. 31 sierpnia 2007 roku, tj. do znalezienia ostatniego ciała.

Bezpośrednio po uderzeniu burzy na Mazurach w dn. 21.sierpnia 2007, akcję ratowniczą rozpoczął WOPR, MSR i Policja, które stale mają na wodzie jednostki pływające. Potwierdzono 39 zgłoszeń o wywróceniu jachtów, jednakże szacuje się, że łącznie wywróciło się ok. 100 jachtów, z których część załogi zdołały postawić we własnym zakresie. Jak później się okazało, podczas nawałnicy 12 osób straciło życie. Ofiary śmiertelne były na j. Śniardwy, j. Mikołajskim, j. Tałty, j. Niegocin i j. Łabap.

Straż Pożarna dostała ok. 200 wezwań do działań zarówno na wodzie jak i na lądzie. W pierwszej kolejności odblokowywano drogi dojazdowe zatarasowane przez powalone drzewa, aby do potrzebujących mogła dojechać pomoc. Do akcji weszły jednostki ratownicze z czterech powiatów: Piskiego, Mrągowskiego, Giżyckiego i Węgorzewskiego.

Dzięki akcji ratowniczej prowadzonej na wodzie uratowano ponad sto osób, które bezpośrednio podjęto z wody. Po tym pierwszym etapie działań ratowniczych przystąpiono do działań ratowniczo - poszukiwawczych. Od strony lądu patrolowano linię brzegową w nadziei odnalezienia żywych osób, którym udało się dotrzeć do brzegu. Od strony wody również patrolowano brzeg i trzcinowiska. Kolejnym etapem było prowadzenie akcji poszukiwawczej. Niestety, poszukiwano już tylko ofiar nawałnicy i zatopionych jachtów. Akcja poszukiwawcza była prowadzona głównie przez Państwową Straż Pożarną na jeziorach: Mikołajskim, Tałtach, Niegocinie i Łabap, oraz przez MSR na j. Śniardwy.

Szybko okazało się, że zaangażowani płetwonurkowie z jednostek podległych Komendzie PSP woj. warmińsko-mazurskiego nie są w stanie skutecznie prowadzić poszukiwań na tak wielką skalę, zostali więc oni wsparci przez jednostki z sąsiednich województw. Dodatkowo prowadzono poszukiwania z powietrza. Do tego celu zaangażowano śmigłowiec Straży Granicznej wyposażony w kamerę termowizyjną i samolot z Aeroklubu Warmińsko-Mazurskiego. Do poszukiwań użyto sonarów będących na wyposażeniu PSP oraz sonarów bocznych udostępnionych już w trakcie prowadzenia poszukiwań przez SAR, Marynarkę Wojenną i Muzeum Morskie. Zastosowanie sonarów znacznie usprawniło akcję i pozwoliło na to, aby nurkowie schodzili pod wodę tylko w celu weryfikacji wykrytego echa, zamiast wielogodzinnego, mozolnego przeczesywania dna.

Sporym problemem był brak jednoznacznych informacji o miejscu wywrotki, czy zatonięcia jachtu. Świadkowie często wskazywali miejsca dość odległe od miejsc rzeczywistych zdarzeń. Rafał podkreślał jak bardzo istotne jest dokładne zapamiętanie miejsca zdarzenia, a najlepiej oznaczenie go. Do tego celu doskonale nadaje się kotwica czy inny, w miarę ciężki przedmiot z liną pływającą.

Ostatecznie odnaleziono i wydobyto ciała wszystkich osób, które utonęły. Żadna z nich nie miała na sobie kamizelki - ratunkowej, bądź asekuracyjnej. Według danych służb ratunkowych, spośród ok. 100 osób podjętych z wody, tylko 6 miało na sobie kamizelki. Była to załoga holenderska.

Tuż za Horyzontem

W rezultacie zadanych z sali pytań Rafał poświęcił kilka minut na omówienie skuteczności poszczególnych telefonów alarmowych. Na akwenach Wielkich Jezior Mazurskich zalecał korzystanie z telefonu 601 100 100, ze względu na to, iż zgłoszenia są odbierane w punkcie koordynacyjnym WOPR w Giżycku i jest to najkrótsza droga do uruchomienia akcji ratunkowej na wodzie. Pozostałe telefony alarmowe też funkcjonują, ale może się zdarzyć, że informacja będzie przekazywana przez kilku pośredników i zanim dotrze do jednostki na wodzie, może trwać to dłużej. Oczywiście zalecane jest trzymanie telefonu komórkowego w wodoszczelnym pokrowcu. Bez tego po wywrotce telefon może być bezużyteczny.

Mariusz Główka
foto: Weronika Baran

Zobacz też:

[ 29-01-2008, dodał: AIKI ]


Poniedziałki w Korsarzu

Poleć stronę innym

Ranking stron żeglarskich


Hosting: www.olek.waw.pl | Mapa serwisu | Admin | XHTML 1.0