Stowarzyszenie Żeglarskie Samoster

Quo vadimus nautae? Quocumque ventis et undis agimur...

Przed sejmikiem PZŻ - Within you, without you... Bye, bye!

Kiedy podczas ostatniego SIZ-u zapytano jednego z naszych bardziej wtajemniczonych w meandry warszawskiego żeglarskiego światka kolegów, czego spodziewa się po nadchodzącym sejmiku sprawozdawczo-wyborczym Polskiego Związku Żeglarskiego, on z cierpkim uśmiechem odpowiedział: "Oczywiście – niczego..." Okazuje się, że żeglarska centrala dawno już rozdała swoje karty – aby dać odpór próbie przejęcia władzy przez nie kryjącego swych przywódczych ambicji szefa Warszawsko-Mazowieckiego OZŻ Jerzego Durejki ustalono, że... nie należy nic zmieniać! Hasło "Wiesiek na prezesa!" pozostało – tylko podhasło się zmienia. Pierwsza kadencja miała w tle frazę "bo nam nasypie kasy!" (był wtedy ministrem w rządzie Leszka M.), druga – "bo właśnie tak!" (czyli "nikt nam nie będzie mówił, kto jest cacy, a kto - fe!"), a trzeciej będzie towarzyszył szlagwort: "bo jeszcze choć tę jedną kadencję!" (w sensie – bez zmian).

Aby zapewnić sobie w terenie opinię ludzi twardych i pryncypialnych, działacze centrali wysmażyli przed wyborami obraźliwy w swym tenorze list do marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego przeciw interwencji biura Rzecznika Praw Obywatelskich, zwracającej uwagę na liczne niekorzystne dla obywateli działania mające miejsce w orbicie działań PZŻ. List roi się od błędów prawnych - np. w dziedzinie interpretacji konwencji SOLAS czy zrozumienia, co oznacza zwrot "stowarzyszenie prywatne" (w świetle prawa PZŻ jest stowarzyszeniem prywatnym, bo jest podmiotem prawa prywatnego; jest jedna z form urzeczywistnienia swobody zrzeszania się, a podmioty prawa prywatnego nastawione są na przynoszenie korzyści poszczególnym jednostkom). I jeszcze to demagogiczne powoływanie się na konstytucyjny obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa obywateli przez państwo! Przewidział to genialnie Wiesiek Cybulski z SAJ w wywiadzie „Liberalizacja – problem czy szansa żeglarskiej Polski?” dla naszej strony WWW. Przypomnijmy jego wypowiedź:

Wiesław Cybulski: Bezpieczeństwo to słowo klucz, którym bardzo łatwo manipulować. Łatwo wmówić niezorientowanym, że żeglowanie bez odpowiedniego zezwolenia jest jak jazda samochodem bez prawa jazdy. Pomija się świadomie stopień zagrożenia bezpieczeństwa swojego czy osób postronnych wielokrotnie wyższy w przypadku samochodu niż jachtu. Pomija się fakt, że żeglarstwo turystyczne jest taką samą formą rekreacji, jak na przykład turystyka górska, rowerowa, wędkowanie czy grzybobranie. Wmawia się, że żeglarstwo to sport o podwyższonym stopniu ryzyka, a przecież w każdej z wymienionych poprzednio form rekreacji istnieje jakieś ryzyko. Nikt nie postuluje wprowadzenia obowiązkowej Karty Grzybiarza, a według statystyk przedstawionych 5.09.2006 r. przez ministra A. Wojtyłę w latach 1990 - 2005 ogółem zatruciu grzybami uległy 4 022 osoby, w tym 248 śmiertelnie. Znaczy to, że corocznie 268 osób ulega „wypadkowi”, a w tym ponad 15 śmiertelnie. Żeglarstwo tak dramatycznych statystyk nie odnotowuje, a mimo to pewne gremia forsują pogląd, że jest bardzo niebezpieczne.

Cóż - parafrazując - PŻŻ jest na pewno za co najmniej trzystopniową Kartą Grzybiarza (1 st. – prawo do zbierania, 2 st. - prawo do zbierania i jedzenia zebranych, 3 st. - prawo do zbierania, jedzenia i sprzedawania:-)) z przymusowym płatnym szkoleniem na każdy stopień... Państwo zaś domaga się dziś "tylko" kontroli nad sprzedażą, więc również ono nie dopełnia wymogu zapewnienia bezpieczeństwa nam, swoim cennym obywatelom... Swego rodzaju zaś kuriozum jest fakt, że twórcy tego pisma nie zadbali nawet o sprawdzenie pisowni nazwiska Rzecznika Praw Obywatelskich RP i "przechrzcili" dra Janusza Kochanowskiego na "Janusza Kochańskiego". Przypadek, złośliwość czy znak utraty kontaktu z rzeczywistością? W sumie – nieważne! Wszak związkowe „doły” dostały od szefostwa wyraźny sygnał, że od rządu żeglarskich dusz (mogą być martwe...) i portfeli PZŻ odepchnąć się nie da! Jeszcze tylko ten Durejko i... kolejne cztery lata spokoju... A może się uda coś w sejmowych kuluarach, pod stolikiem ugrać? Czyli – jak w "Panu Tadeuszu":

... ja z synowcem na czele i jakoś to będzie!

A co nam, żeglarzom „spoza”, do tego? Ano, nic - gdyby nie fakt, że związek znowu próbuje forsować przymusowe rejestracje wszystkiego co pływa, powszechne przeglądy techniczne, zaostrzenie wymogów szkoleniowych i patentowych... Wystarczy zajrzeć do projektu pewnej przygotowywanej ustawy... Znane ręce pod stołem podają karty, nad stołem – dają znaki... Ale my już pilnie obserwujemy znaczące mrugnięcia, ruchy ubranych w granatowe marynarki ze złotymi guzikami łokci - nawet przypadkowe kaszlnięcie budzi naszą czujność... Nic o nas bez nas – po to powstał Samoster, Bryfok, SAJ, GFŻ!

Kiedyś niezapomniani Beatlesi śpiewali:
And the time will come when you see
we're all one, and life flows on
within you and without you.

(w wolnym tłumaczeniu:
I nadejdzie czas, kiedy zrozumiecie,
że wszyscy jesteśmy tacy sami, a życie płynie
z wami i bez was.)

Jak widać z realiów, ów czas zrozumienia jeszcze dla wierchuszki PZŻ nie nadszedł, a życie złośliwie płynie (bez patentu i karty pływackiej!) szybko naprzód, więc za Beatlesami możemy im tylko zaśpiewać - jak w refrenie - "Bye, bye..."

(abc)

[ 17-03-2009, dodał: Maar ]




Archiwum spotkań 2012/2013

Podróż do wschodnich rubieży Bałtyku

26 marca, g. 1930

Sankt Petersburg jest najdalej wysuniętym na wschód portem Morza Bałtyckiego. Jest to też oczywiście kolebka Wielkiej Rosji, była stolica Imperium i ośrodek kulturalny o wspaniałym dziedzictwie.

O przygotowaniach do rejsu do Sankt Petersburga i o samym rejsie jachtem "Merkury" (słynne J-80), opowiedzą Kasia "rhumb" Szarecka i Adam "Entrant" Papliński. Rejs trwał dwa tygodnie i odbył się w czerwcu 2010.

Jeżeli więc chcecie usłyszeć o słynnych Białych Nocach lub o tym jak czuje się załoga stojąc w kompletnej flaucie z zepsutym silnikiem na środku skrzyżowania toru wodnego pod Helsinkami, zapraszamy do Tawerny Korsarz. Dowiecie się też gdzie można naprawić silnik "Andoria" w Tallinie lub w którym momencie najlepiej sprawdza się forluk na "Merkurym"...

Patrycja Długoń - Jachtostop

02 kwietnia, g. 1930

Jachtostop to najbardziej ekonomiczna forma podróżowania po świecie. Co jest ważne w przygotowaniach do takiego rejsu, na co uważać, czego się spodziewać w podróży, jak znaleźć jacht i w jaki sposób się do tego zabrać powie Patrycja Długoń - dziennikarka, prezenterka radiowa, tropicielka talentów i promotorka kultury niezależnej, płetwonurek i żeglarka - przez pięć lat przebywała w rejsie dookoła świata, w który wyruszyła jachtostopem (www.aroundtheworld.pl).

Patrycja opowie także o Roku Władysława Wagnera; pierwszego Polaka który opłynął świat pod żaglami, a o którym pamięć została niesprawiedliwie zatarta. Na rok 2012 przypadają trzy okrągłe rocznice: 100 lat od Jego narodzin, 80 lat od wyruszenia w rejs i 20 lat od śmierci (www.wladyslawwagner2012.pl).

Archiwum spotkań 2011/2012

Przerwa techniczna

W poniedziałek 12 marca spotkania nie będzie. To znaczy, zasadniczo będzie, ale na pokładzie s/y Zawisza Czarny - I Rejs Tawerny Korsarz. Musimy trochę popływać, żeby było o czym opowiadać. Tawerna mimo to czynna, jak by co.

Izabela Szepietowska, kpt. Krzysztof M. Różański

s/y Eltanin

19 marca, g. 1930

Zapraszamy na spotkanie z latem spędzonym wśród lodowców. Spotkanie z przestrzenią, pięknem krajobrazu w roli głównej, z błękitem "w tysiącu odcieni", ciszą...

Będzie to opowieść o rejsie jachtem daleko za koło podbiegunowe. O przebytych 2 tysiącach mil morskich w trzy osoby, bajkowych Lofotach, o tym jak kilka dni sztormu na Morzu Barentsa rekompensowane jest widokiem białego, skalistego brzegu i delfinów baraszkujących wokół jachtu. O tym, jak słońce nie zachodzi przez całą dobę, a pogoda potrafi być kapryśna i zasnuć widok mgłą. O majestatycznych lodowcach. O krystalicznie czystym powietrzu, doświadczaniu przyrody nieprzekształconej przez ludzi i kontrastującym z nią widoku Barentsburga – radzieckiej osady górniczej. O podglądaniu morsów, fortelach pozwalających uniknąć ataku rybitwy. O fenomenie Arktyki, który każe ludziom tutaj powracać. Zapraszamy na opowieść o miejscu, gdzie świat się zaczyna, a nie kończy.

Iza: Jej deklaracje, że popłynie jachtem na Spitsbergen znosili cierpliwie przez kilka lat nawet jej zdecydowanie ciepłolubni przyjaciele. Zaczęło się – jak to zwykle bywa przy dalekich podróżach – od marzeń. A dokładniej od wystawy zdjęć ze Spitsbergenu jej serdecznej koleżanki. Wtedy postanowiła, że kiedyś sama będzie robiła zdjęcia lodowcom. Na realizację marzenia musiała poczekać kilka długich lat. Nie chciała być turystą. Dlatego "zaciągnęła się" jako członek załogi na jacht. Jachtem dowodził Krzysztof.

Krzysztof: Płynął jak do siebie, do domu - od kilkunastu lat spędza lato na Spitsbergenie, jest bowiem synem legendarnego w tym rejonie świata kapitana. Każde odwiedzone miejsce, to ludzie i zdarzenia, o których potrafi z pasją opowiadać. Choć zna "instrukcję obsługi Spitsbergenu" z wielką pokorą podchodzi do rządzących tam praw natury. Co czuje, gdy w najtrudniejszych warunkach oczy załogi zwrócone są na Niego? Tego nie powie. Po prostu działa.

Mini Transat

05 marca, g. 1900
Uwaga! Godzina dziewiętnasta-zero-zero słownie, pół godziny wcześniej, niż zwykle

Radosław Kowalczyk, szczecinianin z YKP Świnoujście, opowie o ukończonym starcie w regatach Mini Transat. Radek jest zaledwie trzecim - po Kazimierzu 'Kubie' Jaworskim (1977) i Jarosławie Kaczorowskim (2007) - polskim żeglarzem, któremu udał się taki wyczyn!

Ceną przygotowania do tych prestiżowych regat było sześć lat wyrzeczeń. Przygotowanie i ostateczne wykończenie jachtu zbudowanego własnym sumptem przez niedoszłego konkurenta, Piotra Czarnieckiego. Potem zbieranie punków kwalifikacyjnych do wyścigu na trasie z francuskiego La Rochelle do brazylijskiego San Salvator. Po drodze wiele przygód, kolizji i awarii, konieczność naprawy nawet kila, jednak Radek zawsze wracał na trasę regat.

Radek zajął 26. miejsce, ostatnie w swojej klasie, lecz tylko jego organizatorzy nazwali "niezniszczalnym".

Regaty, regaty, regaty...

27 luego, g. 1930

Dlaczego coś nas ciągnie, by wystartować w regatach? Jak zacząć regatowe starty? Jak to się robi w Wielkiej Brytanii a jak w Polsce?

Na wszystkie te pytania usłyszycie odpowiedź w gościnnej Tawernie Korsarz. O swoich regatowych początkach w regatach na cieśninie Solent opowie Piotr Gryko, natomiast o debiucie w Pucharze Polski Jachtów Kabinowych opowie mistrzowska załoga klasy T3 - Piotr "Pseudokibic" Lewandowski i Wiktor Plitkin. Zapraszamy!

Żeglowanie w Algierii

20 lutego, g. 1930

14 Mm przed Algierem wywołałem port controll na 16. W odpowiedzi usłyszałem: "Call sign, what call sign?" Następnie - "permit number, permit number?" Domyślając się, że rozmówca szuka mnie na liście oczekiwanych statków powiedziałem, że płynę jachtem żaglowym, załoga 7 osób, jesteśmy żeglarzami i płyniemy z wizytą jako turyści. W odpowiedzi długa cisza zakończona pytaniem: Zepsuł wam się silnik? (zrobiłem małe dochodzenie w sprawie tego pytania i okazało się, że rok temu wpłynął tam jacht z awarią silnika).

To fragment relacji Marka Tereszewskiego z jego rejsu do Algierii, kraju bardzo rzadko odwiedzanego przez żeglarzy. Jeśli interesuje Was co było dalej, to zapraszamy do gościnnej Tawerny Korsarz!

Rzeszowiakiem na Spitsbergen

13 lutego, g. 1930

Jak odrażająca i straszna jest
Biel Arktyki, tego nie wie nikt
Za sobą mamy już setki mil

Posłuchaj opowieści nie tylko o bieli Arktyki. O białej nocy. O lodowcach. O wielorybach. Czy przydała się strzelba na niedźwiedzie? Jak czytać prognozy lodowe? Czy organizatorzy osiągnęli swój cel: równoleżnik 80? Czy w Arktyce można przeżyć kilka dni bez gorących posiłków?

Będzie wiele anegdot, bardzo dziwnych przygód oraz innych morskich opowieści dziwnej treści. Ale przecież Olek Kwaśniewski i Andrzej 'Kuracent' Kurowski nie zdradzą wszystkich tajemnic przed spotkaniem...

Polonus - śladami Śmiałego

jacht Polonus

06 lutego, g. 1930

Marek 'Maar' Grzywa i Mariusz Główka opowiedzą o trwającej wciąż wyprawie jachtu Polonus Śladami Śmiałego a nawet jeszcze dalej. Jacht w tej chwili już minął Horn, był też na Antarktydzie. Rejs dookoła Ameryki Południowej zorganizowali Marek Grzywa i Piotr Mikołajewski, a bierze w niej udział kilkunastu kapitanów i kilkudziesięciu żeglarzy. Marek opowie o pierwszym etapie i o tym gdzie teraz jacht przebywa. Mariusz -- o atlantyckim przelocie wzdłuż brzegów Brazylii i skoku w bok na wyspę Fernando de Noronha. A jak wystarczy czasu, to Zbigniew "Zgrzyb" Przybyszewski wtrąci swoje trzy grosze o przejściu Polonusem przez Biskaje.

Palmy i inne atrakcje Karaibów

30 stycznia, g.1930

Z powodu kontuzji kolegi Wojtek Zientara został "zmuszony" do zimowego wyjazdu na Karaiby. Dwa tygodnie na jachcie Dufour 455 o wzbudzającej wszędzie uśmiech nazwie "Seayoulater" (nie ma literówki!). Wycieczka z Martyniki na St. Lucię i Grenadyny oraz z powrotem odbyła się pod hasłem: "Zmarnowany urlop - codziennie lało". Lało rzeczywiście codziennie, a czasem nawet dwa razy dziennie - od pięciu do dwudziestu minut. A opowieść będzie o tym, jak nieprawdziwa jest pierwsza część powyższego hasła.

[ 27-01-2012, dodał: AIKI ]
[ 01-02-2012, 02-02-2012, 03-02-2012, 04-02-2012, 09-02-2012, 06-03-2012, 08-03-2012 21-03-2012 edytował: Cypis ]

Poleć stronę innym

Ranking stron żeglarskich


Hosting: www.olek.waw.pl | Mapa serwisu | Admin | XHTML 1.0