Stowarzyszenie Żeglarskie Samoster

Quo vadimus nautae? Quocumque ventis et undis agimur...

Wieści ze Sztokholmu - relacja Andrzeja Kapłana

W związku z uroczystościami rodzinnymi córki mojego mieszkającego w Sztokholmie brata w ubiegłym tygodniu gościłem przez kilka dni w szwedzkiej stolicy. Już z samolotu, podczas zbliżania się do lotniska widać było, że sezon w Szwecji jeszcze się na dobre nie zaczął - zaledwie gdzie niegdzie jakiś żagielek, chociaż ich ilość nieco zwiększyła się w miarę przybliżania się nad wysepkami Skargardu do stałego lądu. Ale u naszych północnych sąsiadów lato zaczyna się po Midsommar, które to święto wypada o ile się nie mylę na okolice naszej nocy świętojańskiej.

Już wcześniej, przed wyjazdem pomyślałem o tym, aby korzystając z pobytu w Sztokholmie poznać Jurka Sychuta - naszego grupowego speca od... no, właściwie od wszystkiego co jest związane z żeglarstwem. Niepoślednią rolę odegrały tu opisy i zdjęcia Laleczki, umieszczone na www.sychut.com. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i już po kilku e-mailach a następnie telefonach, witałem się ze szczupłym, brodatym gościem, który dla ułatwienia odnalezienia się i poznania podjechał pod dom brata. Po chwili jechaliśmy już nad jezioro Malaren, w kierunku przystani zimowej jednego z najstarszych szwedzkich jachtklubów, gdzie Laleczka zimuje i jest poddawana procedurom konserwacyjno-usprawniającym, z których ostatnią była jak wiecie wymiana, a właściwie przeróbka instalacji gazowej.

Na przystani, położonej około 50 NM od szkieru sztokholmskiego również nie wszystkie jeszcze miejsca były zajęte, a na brzegu trwały prace przy kilku łódkach. Dockan wygląda w naturze jeszcze ładniej niż na zdjęciach, zresztą uważam, że w nawet najlepsza fotografia i tak jest gorsza od oryginału, który można dotknąć i obejrzeć na żywo. Zachwalany przez Jurka Coelan położony na pokładzie dał lustrzaną powierzchnię i tylko dzięki temu, że dzień był pochmurny nie musiałem wkładać okularów przeciwsłonecznych, aby ochronić oczy przed blaskiem bijącym od jachtu. Podczas wizyty na pokładzie, pojawił się kolega Jurka Klaus, właściciel większej, również drewnianej łodzi, która też jest już na wodzie, ale czeka jeszcze na maszt i ostateczne przygotowanie do pływania.

Przystań, na której byliśmy jest jedną z kilku będących do dyspozycji członków jachtklubu. Jest jeszcze przystań w centrum Sztokholmu i inna w szkierze, ale ich nazw nie zapamiętałem, bo język szwedzki pomimo nordyckiego pochodzenia różni się na tyle od znanego mi niemieckiego, że zarówno w mowie jak i w piśmie jest dla mnie nieprzyswajalny. No, może za wyjątkiem opisów produktów w katalogach sklepów żeglarskich, które wspomagane zdjęciami można zrozumieć.

Kiedy już nawdychaliśmy się przystaniowej atmosfery Jurek zaproponował przejażdżkę do centrum Sztokholmu, gdzie na wyspie Skeppsholmen na terenach w przeszłości należących do szwedzkiej admiralicji mieści się kilka ciekawych obiektów związanych z żeglarstwem. Jest tu ekskluzywny sklep z żeglarskimi szpejami, obok drugi - komis, gdzie można szperać w różnistych używanych i niekiedy bardzo starych elementach osprzętu żeglarskiego, oraz sklep z linami, prowadzony przez opisywanego kiedyś przez Jurka jednego z lepszych fachowców z dziedziny sznurkologii w Szwecji. Sklep ten był już niestety zamknięty, bo leciwy właściciel skrócił godziny otwarcia.

Następnie poszliśmy na nadbrzeże, gdzie obejrzałem statek Shamrock, który pełni rolę żaglowca szkolnego i sądząc z relacji Jurka jest czymś pośrednim pomiędzy Zaruskim i Zawiszą, jeśli by porównywać jego zasługi i znaczenie dla rozwoju miejscowego żeglarstwa. Obok stał mniejszy jacht, na którym Jurek zdobywał swoje szlify kapitańskie, a którego nazwy sorry, nie zapamiętałem.

Przy przystani mieści się instytucja, jakiej jeszcze w Polsce nie mamy, a szkoda. Jest to rodzaj uniwersytetu ludowego, który zajmuje się szeroko rozumianym żeglarstwem poczynając od szkolenia, a kończąc na budowie łodzi, a nawet dużych żaglowców. Obecnie budowany jest kadłub Stockholm bryggan, którego kształty można już rozpoznać pośrodku przykrytego plandekami rusztowania. Bryg jest budowany za pieniądze zebrane... nazwijmy to społecznie - każdy może kupić cegiełki i np. Jurek sfinansował w ten sposób osie do bloków, które będą użyte w wyposażeniu żaglowca.

Obiekty, które opisałem są położone vis a vis Vasa Museum. Oddziela je tylko szeroki pas wody. Przy nadbrzeżach obok muzeum zauważyliśmy z daleka wśród różnej drobnicy dwa ciekawe jachty - jeden trimaran regatowej proweniencji i jeden żaglowiec podobny do Zaruskiego. Po przejechaniu na drugą stronę wody okazało się, że tylko kształty przypominają naszego weterana: stan utrzymania szwedzkiego żaglowca zdawał się wskazywać na to, że jest to okręt nowy i jest właśnie dopiero wyposażany.

Wśród mniejszych jednostek naszą uwagę zwrócił jacht z ożaglowaniem Ljundstrema (dwumasztowe bez sztaksli - Jurek popraw mnie proszę jeśli napisałem coś nie tak), który jak dowiedział się Jurek przypłynął pod właścicielem z Karaibów na zimowanie, a pewnie i konserwację do Szwecji, po czym przewidziany jest jego powrót na ciepłe morza.

Przystań, na której byliśmy położona jest w samym centrum miasta i całkiem niedaleko od niej były widoczne ogromne wycieczkowce - promy kursujące do Finlandii i innych miejsc. Jurek wprawdzie stwierdził, że to jeszcze nie te największe, ale i tak ilość pokładów czy w ogóle wielkość tych jednostek nawet z odległości robi wrażenie.

Chociaż byłem w Sztokholmie nie po raz pierwszy, dzięki uczynności gospodarza, którego dotychczas znałem tak samo jak i on mnie tylko z p.r.z. i z jego strony internetowej, udało mi się zobaczyć i usłyszeć coś nowego, więc chciałbym mu tą droga podziękować za poświęcony czas i zaprosić do Warszawy. Wprawdzie uroda i możliwości żeglarskie Zegrza nie umywają się do szkierów, wśród których można według mnie pływać wiele lat i się nie znudzić, ale i u nas można zobaczyć coś ciekawego, poznać fajnych ludzi i miło spędzić czas.


Archiwum spotkań 2012/2013

Podróż do wschodnich rubieży Bałtyku

26 marca, g. 1930

Sankt Petersburg jest najdalej wysuniętym na wschód portem Morza Bałtyckiego. Jest to też oczywiście kolebka Wielkiej Rosji, była stolica Imperium i ośrodek kulturalny o wspaniałym dziedzictwie.

O przygotowaniach do rejsu do Sankt Petersburga i o samym rejsie jachtem "Merkury" (słynne J-80), opowiedzą Kasia "rhumb" Szarecka i Adam "Entrant" Papliński. Rejs trwał dwa tygodnie i odbył się w czerwcu 2010.

Jeżeli więc chcecie usłyszeć o słynnych Białych Nocach lub o tym jak czuje się załoga stojąc w kompletnej flaucie z zepsutym silnikiem na środku skrzyżowania toru wodnego pod Helsinkami, zapraszamy do Tawerny Korsarz. Dowiecie się też gdzie można naprawić silnik "Andoria" w Tallinie lub w którym momencie najlepiej sprawdza się forluk na "Merkurym"...

Patrycja Długoń - Jachtostop

02 kwietnia, g. 1930

Jachtostop to najbardziej ekonomiczna forma podróżowania po świecie. Co jest ważne w przygotowaniach do takiego rejsu, na co uważać, czego się spodziewać w podróży, jak znaleźć jacht i w jaki sposób się do tego zabrać powie Patrycja Długoń - dziennikarka, prezenterka radiowa, tropicielka talentów i promotorka kultury niezależnej, płetwonurek i żeglarka - przez pięć lat przebywała w rejsie dookoła świata, w który wyruszyła jachtostopem (www.aroundtheworld.pl).

Patrycja opowie także o Roku Władysława Wagnera; pierwszego Polaka który opłynął świat pod żaglami, a o którym pamięć została niesprawiedliwie zatarta. Na rok 2012 przypadają trzy okrągłe rocznice: 100 lat od Jego narodzin, 80 lat od wyruszenia w rejs i 20 lat od śmierci (www.wladyslawwagner2012.pl).

Archiwum spotkań 2011/2012

Przerwa techniczna

W poniedziałek 12 marca spotkania nie będzie. To znaczy, zasadniczo będzie, ale na pokładzie s/y Zawisza Czarny - I Rejs Tawerny Korsarz. Musimy trochę popływać, żeby było o czym opowiadać. Tawerna mimo to czynna, jak by co.

Izabela Szepietowska, kpt. Krzysztof M. Różański

s/y Eltanin

19 marca, g. 1930

Zapraszamy na spotkanie z latem spędzonym wśród lodowców. Spotkanie z przestrzenią, pięknem krajobrazu w roli głównej, z błękitem "w tysiącu odcieni", ciszą...

Będzie to opowieść o rejsie jachtem daleko za koło podbiegunowe. O przebytych 2 tysiącach mil morskich w trzy osoby, bajkowych Lofotach, o tym jak kilka dni sztormu na Morzu Barentsa rekompensowane jest widokiem białego, skalistego brzegu i delfinów baraszkujących wokół jachtu. O tym, jak słońce nie zachodzi przez całą dobę, a pogoda potrafi być kapryśna i zasnuć widok mgłą. O majestatycznych lodowcach. O krystalicznie czystym powietrzu, doświadczaniu przyrody nieprzekształconej przez ludzi i kontrastującym z nią widoku Barentsburga – radzieckiej osady górniczej. O podglądaniu morsów, fortelach pozwalających uniknąć ataku rybitwy. O fenomenie Arktyki, który każe ludziom tutaj powracać. Zapraszamy na opowieść o miejscu, gdzie świat się zaczyna, a nie kończy.

Iza: Jej deklaracje, że popłynie jachtem na Spitsbergen znosili cierpliwie przez kilka lat nawet jej zdecydowanie ciepłolubni przyjaciele. Zaczęło się – jak to zwykle bywa przy dalekich podróżach – od marzeń. A dokładniej od wystawy zdjęć ze Spitsbergenu jej serdecznej koleżanki. Wtedy postanowiła, że kiedyś sama będzie robiła zdjęcia lodowcom. Na realizację marzenia musiała poczekać kilka długich lat. Nie chciała być turystą. Dlatego "zaciągnęła się" jako członek załogi na jacht. Jachtem dowodził Krzysztof.

Krzysztof: Płynął jak do siebie, do domu - od kilkunastu lat spędza lato na Spitsbergenie, jest bowiem synem legendarnego w tym rejonie świata kapitana. Każde odwiedzone miejsce, to ludzie i zdarzenia, o których potrafi z pasją opowiadać. Choć zna "instrukcję obsługi Spitsbergenu" z wielką pokorą podchodzi do rządzących tam praw natury. Co czuje, gdy w najtrudniejszych warunkach oczy załogi zwrócone są na Niego? Tego nie powie. Po prostu działa.

Mini Transat

05 marca, g. 1900
Uwaga! Godzina dziewiętnasta-zero-zero słownie, pół godziny wcześniej, niż zwykle

Radosław Kowalczyk, szczecinianin z YKP Świnoujście, opowie o ukończonym starcie w regatach Mini Transat. Radek jest zaledwie trzecim - po Kazimierzu 'Kubie' Jaworskim (1977) i Jarosławie Kaczorowskim (2007) - polskim żeglarzem, któremu udał się taki wyczyn!

Ceną przygotowania do tych prestiżowych regat było sześć lat wyrzeczeń. Przygotowanie i ostateczne wykończenie jachtu zbudowanego własnym sumptem przez niedoszłego konkurenta, Piotra Czarnieckiego. Potem zbieranie punków kwalifikacyjnych do wyścigu na trasie z francuskiego La Rochelle do brazylijskiego San Salvator. Po drodze wiele przygód, kolizji i awarii, konieczność naprawy nawet kila, jednak Radek zawsze wracał na trasę regat.

Radek zajął 26. miejsce, ostatnie w swojej klasie, lecz tylko jego organizatorzy nazwali "niezniszczalnym".

Regaty, regaty, regaty...

27 luego, g. 1930

Dlaczego coś nas ciągnie, by wystartować w regatach? Jak zacząć regatowe starty? Jak to się robi w Wielkiej Brytanii a jak w Polsce?

Na wszystkie te pytania usłyszycie odpowiedź w gościnnej Tawernie Korsarz. O swoich regatowych początkach w regatach na cieśninie Solent opowie Piotr Gryko, natomiast o debiucie w Pucharze Polski Jachtów Kabinowych opowie mistrzowska załoga klasy T3 - Piotr "Pseudokibic" Lewandowski i Wiktor Plitkin. Zapraszamy!

Żeglowanie w Algierii

20 lutego, g. 1930

14 Mm przed Algierem wywołałem port controll na 16. W odpowiedzi usłyszałem: "Call sign, what call sign?" Następnie - "permit number, permit number?" Domyślając się, że rozmówca szuka mnie na liście oczekiwanych statków powiedziałem, że płynę jachtem żaglowym, załoga 7 osób, jesteśmy żeglarzami i płyniemy z wizytą jako turyści. W odpowiedzi długa cisza zakończona pytaniem: Zepsuł wam się silnik? (zrobiłem małe dochodzenie w sprawie tego pytania i okazało się, że rok temu wpłynął tam jacht z awarią silnika).

To fragment relacji Marka Tereszewskiego z jego rejsu do Algierii, kraju bardzo rzadko odwiedzanego przez żeglarzy. Jeśli interesuje Was co było dalej, to zapraszamy do gościnnej Tawerny Korsarz!

Rzeszowiakiem na Spitsbergen

13 lutego, g. 1930

Jak odrażająca i straszna jest
Biel Arktyki, tego nie wie nikt
Za sobą mamy już setki mil

Posłuchaj opowieści nie tylko o bieli Arktyki. O białej nocy. O lodowcach. O wielorybach. Czy przydała się strzelba na niedźwiedzie? Jak czytać prognozy lodowe? Czy organizatorzy osiągnęli swój cel: równoleżnik 80? Czy w Arktyce można przeżyć kilka dni bez gorących posiłków?

Będzie wiele anegdot, bardzo dziwnych przygód oraz innych morskich opowieści dziwnej treści. Ale przecież Olek Kwaśniewski i Andrzej 'Kuracent' Kurowski nie zdradzą wszystkich tajemnic przed spotkaniem...

Polonus - śladami Śmiałego

jacht Polonus

06 lutego, g. 1930

Marek 'Maar' Grzywa i Mariusz Główka opowiedzą o trwającej wciąż wyprawie jachtu Polonus Śladami Śmiałego a nawet jeszcze dalej. Jacht w tej chwili już minął Horn, był też na Antarktydzie. Rejs dookoła Ameryki Południowej zorganizowali Marek Grzywa i Piotr Mikołajewski, a bierze w niej udział kilkunastu kapitanów i kilkudziesięciu żeglarzy. Marek opowie o pierwszym etapie i o tym gdzie teraz jacht przebywa. Mariusz -- o atlantyckim przelocie wzdłuż brzegów Brazylii i skoku w bok na wyspę Fernando de Noronha. A jak wystarczy czasu, to Zbigniew "Zgrzyb" Przybyszewski wtrąci swoje trzy grosze o przejściu Polonusem przez Biskaje.

Palmy i inne atrakcje Karaibów

30 stycznia, g.1930

Z powodu kontuzji kolegi Wojtek Zientara został "zmuszony" do zimowego wyjazdu na Karaiby. Dwa tygodnie na jachcie Dufour 455 o wzbudzającej wszędzie uśmiech nazwie "Seayoulater" (nie ma literówki!). Wycieczka z Martyniki na St. Lucię i Grenadyny oraz z powrotem odbyła się pod hasłem: "Zmarnowany urlop - codziennie lało". Lało rzeczywiście codziennie, a czasem nawet dwa razy dziennie - od pięciu do dwudziestu minut. A opowieść będzie o tym, jak nieprawdziwa jest pierwsza część powyższego hasła.

[ 27-01-2012, dodał: AIKI ]
[ 01-02-2012, 02-02-2012, 03-02-2012, 04-02-2012, 09-02-2012, 06-03-2012, 08-03-2012 21-03-2012 edytował: Cypis ]

Poleć stronę innym

Ranking stron żeglarskich


Hosting: www.olek.waw.pl | Mapa serwisu | Admin | XHTML 1.0