Stowarzyszenie Żeglarskie Samoster

Quo vadimus nautae? Quocumque ventis et undis agimur...

No i co? No i - nic... - ... czyli kilka refleksji na finisz sezonu

Żeglarski sezon 2009 przechodzi pomału do historii. Niczym szczególnym się nie zapisał - zwłaszcza w annałach żeglarstwa śródlądowego, bo na morzu mieliśmy jako charakterystyczne highlighty rocznika udany zlot The Tall Ships Race w Gdyni i połamane maszty „Pogorii”.

Tym bardziej zasumowały się i pomarszczyły czoła mądrych głów od rządzenia żeglarstwem: miała być wodna hekatomba, potwierdzająca, że bez patentów, rejestracji oraz przeglądów technicznych żeglować się nie da, miały być dziesiątki utopionych, setki rozbitych jachtów, erupcje chamstwa i brutalności na wszystkich akwenach... I co? Ano – nic...

To już drugi taki spokojny i bezpieczny sezon na polskim śródlądziu i morzu, będzie więc coraz ciężej podtrzymywać mit "patentowego bezpieczeństwa" wśród żeglarzy (co jest w sumie mało istotne dla włodarzy polskiego żeglarstwa) i wśród urzędników i polityków (co jest dla nich o wiele istotniejsze i - nie oszukujmy się - boleśniejsze)... Fakty bowiem – a tylko fakty są istotne! – przemawiają przeciw nim... I mógłbym w tym miejscu rozpaczać nad straconymi dla polskiego żeglarstwa pokoleniami, nad odpychaniem od wody potencjalnych talentów na miarę drugiego Mateusza Kusznierewicza, nad milionami straconych złotych i stuleciami zmarnowanego na czysto formalne szkolenia czasu... Wybaczcie mi - nie będę... To obecnie już zaowocowało odejściem od wody setek tysięcy młodych ludzi do paintballa, paraglidingu, wspinaczki ścianowej, jazd quadami i do tym podobnych rodzajów pobudzającej adrenalinę aktywności, często nie wymagających ŻADNYCH – uprawnień...

Chcę natomiast zwrócić uwagę na jedną poważną konsekwencję drugiego spokojnego sezonu legalnego żeglarskiego bezpatencia do 7,5 m długości jachtu. Otóż wszyscy powinni zrozumieć, że żeglarstwo nie podlega żadnym specjalnym prawom i rygorom natury – jest statystycznie bardzo typowym zjawiskiem, tak jak np. jazda rowerem. Co pewien czas słyszymy, że ktoś z rowerzystów wpadł pod samochód, złamał rękę, wpadł na przechodnia, nawet – jechał po pijanemu. I nikt z tego nie robi wielkiego „halo”. Może i dlatego, że Polski Związek Kolarski zajmuje się wyłącznie sportem, a nie ścieżkami rowerowymi i wmuszaniem kart rowerowych...

Więc jeśli – odpukać! – zdarzy się kiedyś jakiś sezon pechowy dla żeglarzy jak w 2007 roku, nie dorabiajmy do tego ideologii... Jesteśmy tacy jak inni – typowi – i typowym prawom podlegamy. Także prawu serii... Jak pokazał ostatni wypadek górniczy – na nieszczęścia nie ma żadnej rady: zabezpieczali, przewietrzali, mierzyli, szkolili... I co? I nic – nie pomogło... Czymże jesteśmy wobec potęgi Natury, która łamie maszty nawet zawodowym kapitanom?

abc

[ 21-09-2009, dodał: AIKI ]


Było

Poleć stronę innym

Ranking stron żeglarskich

Reklama

Druk 3D Warszawa - sklep.12a.pl


Hosting: www.olek.waw.pl | Mapa serwisu | Admin