Stowarzyszenie Żeglarskie Samoster

Quo vadimus nautae? Quocumque ventis et undis agimur...

W Sejmie o wierzchołku góry lodowej - relacja z Parlamentu

We środę, 18 listopada br., odbyło się posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Dróg Wodnych i Turystyki Wodnej, poświęcone rozbudowie przystani jachtowych w Trójmieście. Spotkaniu przewodniczył senator Piotr Głowski, gorący orędownik ożywienia szlaków śródlądowych i morskich. Prócz posłów i senatorów z Komisji uczestniczyli też przedstawiciele strony rządowej z panią wiceminister resortu infrastruktury Anna Wypych Namiotko na czele i przedstawiciele środowisk samorządowych – Sopot reprezentował Prezydent Jacek Karnowski, byli też wysłannicy władz Gdyni i Gdańska.

Stronę społeczną reprezentowali: prezes PZM-NW Jerzy Czeszko, reprezentacja Gdańskiej Federacji Żeglarskiej, Stowarzyszenia Armatorów jachtowych, Stowarzyszenia “Samoster”, jak również przedstawiciel naszej redakcji. W posiedzeniu uczestniczyli także przedstawiciele szwedzkiego przedsiębiorstwa planującego duże inwestycje w infrastrukturę przystaniową – na razie w Gdyni i Świnoujściu.

Prowadzący zachęcali do skupienia się przede wszystkim na problemach w rozbudowie obecnych i budowie nowych marin. Padały słuszne uwagi, że o ile infrastrukturę przystaniową samorządy lokalne są w stanie udźwignąć (choć nie wiadomo na jakim poziomie planowania i realizacji), o tyle duże, a konieczne budowle hydrotechniczne (np. falochrony) ze względu na swój koszt i stopień komplikacji wykonania przekraczają możliwości lokalnych włodarzy.

Także skomplikowany system własności, nie uregulowane prawa do gruntów oraz opodatkowanie podwodnych terenów portów przez państwo nie zachęcają do poważnych inwestycji. A obecne przystanie Trójmiasta pękają już w szwach! Jak powiedziała przedstawicielka gdyńskiej mariny, podczas lipcowego zlotu TTSR 2009 gospodarze mariny byli zmuszeni do ustawienia w niej dwa razy więcej jachtów niż przewiduje jej przeznaczenie! Ścisk panuje też w Gdańsku, a Sopot bez planowanej mariny na końcu mola nie będzie w stanie przyjąć więcej gości.

Przewodniczący nie ukrywał, że w obecnej sytuacji rola funduszy państwowych i unijnych w procesie tworzenia nowych przystani będzie mocno ograniczona, zachęcał więc do przedstawiania problemów prawnych i organizacyjnych, w których rozwiązaniu mógłby pomoc Parlament RP. Zgodzono się kontynuować konsultacje w przyszłości.

Nasuwa się wiele refleksji i pytań, które temat rodzi. Dlaczego na 400 km wybrzeża RP znajdują się tylko dwa pełnowartościowe żeglarskie porty schronienia? Czemu zaniedbano infrastrukturę upadających portów handlowych i rybackich, nie przekształcając jej (za wyjątkiem Łeby) w kompleksy jachtowo-turystyczne? Czy brak miejsc rezydenckich (a nie tylko gościnnych!) w trójmiejskich marinach przy praktycznym braku wykorzystania obszarów u samego ujścia Motławy nikogo nie zastanawia? Kto jest winien temu, że niemal 40-milionowy naród ma tylko nędzne 2000 jachtów morskich, podczas gdy niewielka Szwecja (9 200 tys. ludności) ma ich ponoć ok. 50 000? Dlaczego jeden z niemieckich folderów turystycznych pisze o survivalowych warunkach żeglowania “na wschód od Uznamu”?

Powstają też kolejne pytania: Mariny – tak, ale – jakie? Czy w stylu chorwackim czy greckim? Oznacza to w praktyce – wygodne i luksusowe, choć płatne czy darmowe, ale bez wody i prądu, a nawet sanitariatów jak na greckich Cykladach. Pamiętajmy jednak, że takiego morza i klimatu jak Grecy nie mamy... Czym więc skusimy zagranicznych turystów?

A czy mniejsze miasta poradzą sobie same – bez pomocy państwa - z projektowaniem i wykonaniem przyzwoitych marin na miarę XXI wieku, które zachęcą turystów obcokrajowców? Śmiem wątpić...

I wreszcie prawo – wspomniane już trudności w inwestycjach ze względu na różne statusy prawne własności wody i lądu. Wody morskie RP są własnością Skarbu państwa, ląd – już nie... Wystarczy przypomnieć, że obecnie trwająca prywatyzacja gdyńskiego Dalmoru skutecznie blokuje możliwość budowy mariny w Basenie Prezydenckim. W dodatku polskie przepisy nie dają zagranicznemu inwestorowi pełnych praw własność, tylko bliżej nieokreśloną dzierżawę. Tu właśnie niezbędna jest pomoc państwa tym, którzy chcą wyłożyć swoje fundusze na budowę przystani! Bo inaczej zginą w labiryncie naszej pokrętnej często rzeczywistości, zniechęcą się i... odejdą w przyjaźniejsze strony...

Dochodzą jeszcze sprawy opłat portowych, odpowiedzialności za utrzymanie podejściowych torów wodnych, przyjaznych żeglarzom z Schengen i nie tylko przepisów, zachęcających do rozwoju turystyki w naszym regionie. Przystanie Trójmiasta MUSZĄ powstać, MUSZĄ być wzorcowe dla całej niezbędnej jak najszybciej infrastruktury żeglarskiej polskiego Bałtyku, MUSZĄ zarabiać na siebie, dawać miejsca pracy i zyski swoim miastom. Spotkanie Parlamentarnego Zespołu ds. Dróg Wodnych i Turystyki Wodnej Sejmu RP problemów nie rozwiązało, ale określiło pozycję wierzchołka "góry lodowe", czyli niebezpieczeństwa zmarnowania potencjału drzemiącego w piaszczystych plażach naszego morza. Bo skoro Szwedom opłacało się zagospodarować skaliste szkiery, to nam opłaci się to po wielokroć więcej – w złotówkach i innych walutach. Jestem o tym głęboko przekonany!

Jerzy Klawiński - Żagle

[ 19-11-2009, dodał: AIKI ]


Archiwum spotkań 2012/2013

Podróż do wschodnich rubieży Bałtyku

26 marca, g. 1930

Sankt Petersburg jest najdalej wysuniętym na wschód portem Morza Bałtyckiego. Jest to też oczywiście kolebka Wielkiej Rosji, była stolica Imperium i ośrodek kulturalny o wspaniałym dziedzictwie.

O przygotowaniach do rejsu do Sankt Petersburga i o samym rejsie jachtem "Merkury" (słynne J-80), opowiedzą Kasia "rhumb" Szarecka i Adam "Entrant" Papliński. Rejs trwał dwa tygodnie i odbył się w czerwcu 2010.

Jeżeli więc chcecie usłyszeć o słynnych Białych Nocach lub o tym jak czuje się załoga stojąc w kompletnej flaucie z zepsutym silnikiem na środku skrzyżowania toru wodnego pod Helsinkami, zapraszamy do Tawerny Korsarz. Dowiecie się też gdzie można naprawić silnik "Andoria" w Tallinie lub w którym momencie najlepiej sprawdza się forluk na "Merkurym"...

Patrycja Długoń - Jachtostop

02 kwietnia, g. 1930

Jachtostop to najbardziej ekonomiczna forma podróżowania po świecie. Co jest ważne w przygotowaniach do takiego rejsu, na co uważać, czego się spodziewać w podróży, jak znaleźć jacht i w jaki sposób się do tego zabrać powie Patrycja Długoń - dziennikarka, prezenterka radiowa, tropicielka talentów i promotorka kultury niezależnej, płetwonurek i żeglarka - przez pięć lat przebywała w rejsie dookoła świata, w który wyruszyła jachtostopem (www.aroundtheworld.pl).

Patrycja opowie także o Roku Władysława Wagnera; pierwszego Polaka który opłynął świat pod żaglami, a o którym pamięć została niesprawiedliwie zatarta. Na rok 2012 przypadają trzy okrągłe rocznice: 100 lat od Jego narodzin, 80 lat od wyruszenia w rejs i 20 lat od śmierci (www.wladyslawwagner2012.pl).

Archiwum spotkań 2011/2012

Przerwa techniczna

W poniedziałek 12 marca spotkania nie będzie. To znaczy, zasadniczo będzie, ale na pokładzie s/y Zawisza Czarny - I Rejs Tawerny Korsarz. Musimy trochę popływać, żeby było o czym opowiadać. Tawerna mimo to czynna, jak by co.

Izabela Szepietowska, kpt. Krzysztof M. Różański

s/y Eltanin

19 marca, g. 1930

Zapraszamy na spotkanie z latem spędzonym wśród lodowców. Spotkanie z przestrzenią, pięknem krajobrazu w roli głównej, z błękitem "w tysiącu odcieni", ciszą...

Będzie to opowieść o rejsie jachtem daleko za koło podbiegunowe. O przebytych 2 tysiącach mil morskich w trzy osoby, bajkowych Lofotach, o tym jak kilka dni sztormu na Morzu Barentsa rekompensowane jest widokiem białego, skalistego brzegu i delfinów baraszkujących wokół jachtu. O tym, jak słońce nie zachodzi przez całą dobę, a pogoda potrafi być kapryśna i zasnuć widok mgłą. O majestatycznych lodowcach. O krystalicznie czystym powietrzu, doświadczaniu przyrody nieprzekształconej przez ludzi i kontrastującym z nią widoku Barentsburga – radzieckiej osady górniczej. O podglądaniu morsów, fortelach pozwalających uniknąć ataku rybitwy. O fenomenie Arktyki, który każe ludziom tutaj powracać. Zapraszamy na opowieść o miejscu, gdzie świat się zaczyna, a nie kończy.

Iza: Jej deklaracje, że popłynie jachtem na Spitsbergen znosili cierpliwie przez kilka lat nawet jej zdecydowanie ciepłolubni przyjaciele. Zaczęło się – jak to zwykle bywa przy dalekich podróżach – od marzeń. A dokładniej od wystawy zdjęć ze Spitsbergenu jej serdecznej koleżanki. Wtedy postanowiła, że kiedyś sama będzie robiła zdjęcia lodowcom. Na realizację marzenia musiała poczekać kilka długich lat. Nie chciała być turystą. Dlatego "zaciągnęła się" jako członek załogi na jacht. Jachtem dowodził Krzysztof.

Krzysztof: Płynął jak do siebie, do domu - od kilkunastu lat spędza lato na Spitsbergenie, jest bowiem synem legendarnego w tym rejonie świata kapitana. Każde odwiedzone miejsce, to ludzie i zdarzenia, o których potrafi z pasją opowiadać. Choć zna "instrukcję obsługi Spitsbergenu" z wielką pokorą podchodzi do rządzących tam praw natury. Co czuje, gdy w najtrudniejszych warunkach oczy załogi zwrócone są na Niego? Tego nie powie. Po prostu działa.

Mini Transat

05 marca, g. 1900
Uwaga! Godzina dziewiętnasta-zero-zero słownie, pół godziny wcześniej, niż zwykle

Radosław Kowalczyk, szczecinianin z YKP Świnoujście, opowie o ukończonym starcie w regatach Mini Transat. Radek jest zaledwie trzecim - po Kazimierzu 'Kubie' Jaworskim (1977) i Jarosławie Kaczorowskim (2007) - polskim żeglarzem, któremu udał się taki wyczyn!

Ceną przygotowania do tych prestiżowych regat było sześć lat wyrzeczeń. Przygotowanie i ostateczne wykończenie jachtu zbudowanego własnym sumptem przez niedoszłego konkurenta, Piotra Czarnieckiego. Potem zbieranie punków kwalifikacyjnych do wyścigu na trasie z francuskiego La Rochelle do brazylijskiego San Salvator. Po drodze wiele przygód, kolizji i awarii, konieczność naprawy nawet kila, jednak Radek zawsze wracał na trasę regat.

Radek zajął 26. miejsce, ostatnie w swojej klasie, lecz tylko jego organizatorzy nazwali "niezniszczalnym".

Regaty, regaty, regaty...

27 luego, g. 1930

Dlaczego coś nas ciągnie, by wystartować w regatach? Jak zacząć regatowe starty? Jak to się robi w Wielkiej Brytanii a jak w Polsce?

Na wszystkie te pytania usłyszycie odpowiedź w gościnnej Tawernie Korsarz. O swoich regatowych początkach w regatach na cieśninie Solent opowie Piotr Gryko, natomiast o debiucie w Pucharze Polski Jachtów Kabinowych opowie mistrzowska załoga klasy T3 - Piotr "Pseudokibic" Lewandowski i Wiktor Plitkin. Zapraszamy!

Żeglowanie w Algierii

20 lutego, g. 1930

14 Mm przed Algierem wywołałem port controll na 16. W odpowiedzi usłyszałem: "Call sign, what call sign?" Następnie - "permit number, permit number?" Domyślając się, że rozmówca szuka mnie na liście oczekiwanych statków powiedziałem, że płynę jachtem żaglowym, załoga 7 osób, jesteśmy żeglarzami i płyniemy z wizytą jako turyści. W odpowiedzi długa cisza zakończona pytaniem: Zepsuł wam się silnik? (zrobiłem małe dochodzenie w sprawie tego pytania i okazało się, że rok temu wpłynął tam jacht z awarią silnika).

To fragment relacji Marka Tereszewskiego z jego rejsu do Algierii, kraju bardzo rzadko odwiedzanego przez żeglarzy. Jeśli interesuje Was co było dalej, to zapraszamy do gościnnej Tawerny Korsarz!

Rzeszowiakiem na Spitsbergen

13 lutego, g. 1930

Jak odrażająca i straszna jest
Biel Arktyki, tego nie wie nikt
Za sobą mamy już setki mil

Posłuchaj opowieści nie tylko o bieli Arktyki. O białej nocy. O lodowcach. O wielorybach. Czy przydała się strzelba na niedźwiedzie? Jak czytać prognozy lodowe? Czy organizatorzy osiągnęli swój cel: równoleżnik 80? Czy w Arktyce można przeżyć kilka dni bez gorących posiłków?

Będzie wiele anegdot, bardzo dziwnych przygód oraz innych morskich opowieści dziwnej treści. Ale przecież Olek Kwaśniewski i Andrzej 'Kuracent' Kurowski nie zdradzą wszystkich tajemnic przed spotkaniem...

Polonus - śladami Śmiałego

jacht Polonus

06 lutego, g. 1930

Marek 'Maar' Grzywa i Mariusz Główka opowiedzą o trwającej wciąż wyprawie jachtu Polonus Śladami Śmiałego a nawet jeszcze dalej. Jacht w tej chwili już minął Horn, był też na Antarktydzie. Rejs dookoła Ameryki Południowej zorganizowali Marek Grzywa i Piotr Mikołajewski, a bierze w niej udział kilkunastu kapitanów i kilkudziesięciu żeglarzy. Marek opowie o pierwszym etapie i o tym gdzie teraz jacht przebywa. Mariusz -- o atlantyckim przelocie wzdłuż brzegów Brazylii i skoku w bok na wyspę Fernando de Noronha. A jak wystarczy czasu, to Zbigniew "Zgrzyb" Przybyszewski wtrąci swoje trzy grosze o przejściu Polonusem przez Biskaje.

Palmy i inne atrakcje Karaibów

30 stycznia, g.1930

Z powodu kontuzji kolegi Wojtek Zientara został "zmuszony" do zimowego wyjazdu na Karaiby. Dwa tygodnie na jachcie Dufour 455 o wzbudzającej wszędzie uśmiech nazwie "Seayoulater" (nie ma literówki!). Wycieczka z Martyniki na St. Lucię i Grenadyny oraz z powrotem odbyła się pod hasłem: "Zmarnowany urlop - codziennie lało". Lało rzeczywiście codziennie, a czasem nawet dwa razy dziennie - od pięciu do dwudziestu minut. A opowieść będzie o tym, jak nieprawdziwa jest pierwsza część powyższego hasła.

[ 27-01-2012, dodał: AIKI ]
[ 01-02-2012, 02-02-2012, 03-02-2012, 04-02-2012, 09-02-2012, 06-03-2012, 08-03-2012 21-03-2012 edytował: Cypis ]

Poleć stronę innym

Ranking stron żeglarskich


Hosting: www.olek.waw.pl | Mapa serwisu | Admin | XHTML 1.0