Stowarzyszenie Żeglarskie Samoster

Quo vadimus nautae? Quocumque ventis et undis agimur...

Relacja ze spotkania z Piotrem Banachem "Dwa raje: Tajlandia i Seszele"

Relacja Waldemara Paszyńskiego:

Dzielę się teraz mymi spostrzeżeniami z tymi, którzy nie dotarli na to bardzo ciekawe spotkanie.

Piotr rozpoczął od opowieści o Seszelach, archipelagu wysp na Oceanie Indyjskim na piątym równoleżniku, niedaleko Madagaskaru. Zapamiętałem piękne, niemal "rajskie" widoki i... "piekielne" ceny. Lot z przesiadkami w krajach arabskich trwa około 12 godzin, a cena poniżej 4 tysięcy złotych w obie strony jest już "tania". Powyżej 4 tysięcy nie jest okazyjna. Terminy pobytów uzależniamy tam od pogody. Należy unikać pory deszczowej, bo wtedy naprawdę rzęsiście leje się woda z niebios. Piotr doradzał wynajęcie katamaranu dla komfortu pływań w strefie naprawdę upalnej i unikanie słońca południowego, które grozi poważnym poparzeniem skóry.

Seszele nie wymagają ani szczepień ochronnych, ani wizy dla Polaków. Wystarczy tylko worek pieniędzy. Cokolwiek kosztuje tam równowartość kilkudziesięciu euro: wstępy do parków czy niektórych wysp prywatnych, posiłki. Zapamiętałem nawet pewną anegdotkę o grupie naszych turystów, którzy zapłacili za kolację w restauracji równowartość około 500 złotych na osobę, a wcale się nie najedli.

Pokazywane przez niego zdjęcia robiły wrażenie: kolor wody i nieba, roślinność, egzotyczne, kolorowe ryby, skały i wyspy oraz niesamowicie olbrzymie kokosy dochodzące wagą do kilkudziesięciu kilogramów. Taki owoc kokosa ze specjalnym certyfikatem - zezwalającym na jego wywóz - można tam nabyć za równowartość aż 4 tysięcy złotych.

Na Seszelach wiatry są ogólnie słabe. Pływa się więcej na silniku niż na żaglach. Kąpiele w wodzie o temperaturze około 28-30C przynoszą trochę ochłody. Wędkowanie jest bezpłatne. Najlepszy jest trouling wędek z przynętą za jachtem. Natomiast łowienie w parkach jest zakazane i grozi dużymi karami oraz konfiskatą sprzętu.

Generalnie na tej szerokości geograficznej dzień i noc są zrównoważone po 12 godzin. Lepiej pływać wcześnie rano, po wschodzie słońca i po południu do zmierzchu, robiąc sobie przerwy w okresach największego skwaru. Po zachodzie słońca jest w zasadzie zakaz pływania nocą, często naruszany przez miejscowe statki poławiaczy, które są naprawdę niebezpieczne, bo podświetlone jak choinki białymi lampkami mają kompletnie niewidoczne światła nawigacyjne i nie można od razu odróżnić ich ruchów po wodzie, a lubią pływać chmarami, po kilkadziesiąt naraz, blisko siebie. Cumowanie jest możliwe w kilku marinach i na kotwicowiskach, najczęściej na bojkach płatnych, które potrafią się zerwać. Z rzucaniem kotwicy trzeba uważać, aby nie trafić na rafę koralową, którą możemy uszkodzić, ale też i stracić kotwicę, której nie da się potem wyjąć... Wodę słodką tankujemy tylko w kilku marinach, tak jak i paliwo. Atrakcją są też olbrzymie żółwie wodne, tak jak i lądowe, które chodzą sobie samopas jak np. u nas psy.

Piotr odpowiedział później na kilkanaście pytań słuchaczy z sali, po czym mieliśmy przerwę zwaną "Zigareten Pause".

Część druga spotkania była poświęcona pływaniu w rajskiej Tajlandii, w sąsiedztwie Singapuru i Malezji. Ten raj żeglarski jest zdecydowanie tańszy od Seszeli i dużo ciekawszy. W Tajlandii nie można się nudzić nigdzie - na lądzie jest tyle atrakcji, że głowa mała, a ceny są niższe niż Polsce: posiłki, komunikacja, taksówki, ryksze i do tego ten egzotyczny wygląd: węże, złośliwe małpki makaki i architektura na wodzie czy sakralna Bangkoku. Wyspy, skały, nawisy, plaże, rajska woda błękitna, choć też i zdarza się brudna szara woda z mazią błotnistą przy pływach o skoku wody do dwóch metrów.

W Tajlandii też pływa się w większości katamaranami. Także jest pora deszczowa, ale jest cieplutko cały rok. Łowiąc ryby można jeszcze zaoszczędzić na zakupach, a posiłki z nich są naprawdę pyszne. Kiedy na Seszelach walutą miejscową są rupie, to tutaj płacimy i dostajemy baty. Trzeba uważać jednak na cwaniaków agentów-pośredników miejscowych, co to niby załatwiają niezbędne odprawy jachtów i załóg, a pobierają za to zbyteczne kilkaset euro, kiedy odprawy możemy zrobić sami przez kilkanaście minut w marinach. Najważniejsza rzeczą w Tajlandii jest nie podpaść za przemyt narkotyków, za co grozi więzienie i nawet kara śmierci. Podróżowanie klimatyzowanymi autobusami czy pociągami jest też dużo tańsze niż w Polsce...

Na każdej wysepce i na prawie każdej uliczce są salony masażu tajskiego opartego o akupresurę. Najczęściej to kilka materacy i czasami dach nad nimi. Masaż odbywa się na oczach przechodniów i kosztuje od 200 do 300 batów za godzinę (24-36 PLN).

Reasumując, udało nam się otrzeć o szeroki świat, zobaczyć fotki i filmy z rajskich miejsc na ziemi. Po tragedii fal Tsunami, teraz w tamtych miejscach są dobrze oznaczone drogi ewakuacyjne. Piotr pokazał nam też filmik, pokazujący jakim zagrożeniem na Seszelach jest fala, która płynie niewinnie, nagle zalewa wszystko i wszystkich wokoło.

Planując postój jachtu w okolicach plaż trzeba pamiętać, aby nie wybierać miejsc zafalowanych, gdzie potem nie damy rady wrócić pontonem z silniczkiem o mocy na ogół do 5 koni. Raj rajem, ale trzeba być dobrze zorientowanym w prądach i falach przybrzeżnych.

Warto było w ten wtorek oderwać się na parę godzin od naszej polskiej codzienności i przenieść się do innego wymiaru rzeczywistości.

Za tydzień kolejny temat morskich opowieści. Zapraszamy do Korsarza!

Aktualne

Poleć stronę innym

Ranking stron żeglarskich

Reklama

Druk 3D Warszawa - sklep.12a.pl


Hosting: www.olek.waw.pl | Mapa serwisu | Admin