Stowarzyszenie Żeglarskie Samoster

Quo vadimus nautae? Quocumque ventis et undis agimur...

Relacja ze spotkania z Waldemarem Paszyńskim "Rejs walentynkowy w Tropea. Jak kupić jacht morski?"

Autor: Andrzej Kurowski


Wszystko zaczyna się od marzeń. Piotr, nowy armator opowiadał o nich. Jedno z chłopięcych marzeń, to było właśnie żeglarstwo. Ale potem zaczął żyć 'normalnym życiem': kariera w pracy, rodzina, dzieci, zaganianie za codziennymi drobiazgami... Na szczęście, po latach, pomyślał, że nie warto czekać na realizację marzeń do emerytury, gdy już będzie słabszy, może chory? I zgłosił się do znajomego, Waldka, aby nauczył go żeglować i zdać patent żeglarza jachtowego. Następnym etapem było wynajęcie jachtu klubowego, potem plany budowy jachtu samemu, w końcu decyzja o zakupie jachtu używanego. Ten kto kupował, ten wie, że jest to na ogół długi proces. Piotr od razu założył, że łódź może być w dowolnym miejscu na świecie. Korzystał więc z amerykańskich i europejskich stron www, które pośredniczą w zakupie jachtów. I w końcu jest! Miłość od pierwszego wejrzenia. Dość stary jacht, dwumasztowy. wybudowany w końcu lat 70-tych. Ale to dla przyszłego armatora nie jest wadą.


- Wtedy jeszcze budowało się trwałe jachty. Podobnie jak z lodówką "Mińsk". Działa do dziś i mam ją jako backup'ową - powiedział Piotr.


- A wiecie dlaczego dwumasztowy jacht jest lepszy od jednomasztowego...? - zapytał publiczność Waldek.


Po chwili odpowiedział:


- Ile jest jachtów dwumasztowych? W porcie, nawet bardzo zatłoczonym, zawsze znajdziecie swój właśnie po jego 2 masztach od razu.


Okazało się, że poprzedni właściciel bardzo dbał o jacht i pływał nim po całym Morzu Śródziemnym. Potem zmarł a jacht odziedziczył jego syn. Pływał na nim kiedyś jeszcze z ojcem 15lat temu. Ale żeglarstwo nie było jego pasją. Ponadto wyjechał do pracy około 1000 km. od tego portu. Jacht stał przez kilka miesięcy w marinie i marniał...


A teraz zobaczmy, jak to wyglądało z perspektywy Waldka?


- W lutym dzwoni telefon. I pytanie Piotra:


- Waldek, chciałbym kupić jacht. Czy pomożesz mi w oględzinach?
- Oczywiście. To spotykamy się w weekend? U nas w klubie? Na Zegrzu?
- Nie. W Tropea. Lecisz tam sam, bo ja w tym czasie mam sprawy do załatwienia w kraju...
- Ale...


Waldek był trochę zaskoczony. Dotychczas żeglował w Polsce. I najczęściej na Zegrzu.


- Nie wiem, czy bym się zdecydował tak szybko jak wtedy jeśli nie to, że od paru sezonów uczestniczę w Samosterowych Spotkaniach i opowieści wszystkich prelegentów zachęciły mnie do tego, aby pojechać zagranicę i pożeglować tam też.


Waldek opowiadał na co trzeba uważać kupując bilety w tanich liniach. I lepiej nie ryzykować wykupując zniżki, których regulamin zawiera wiele linii drobnym maczkiem. Na Walentynki 2015 był już w Tropea i zaczęły się długie SMSy. Piotr pisał i dzwonił często co sprawdzić. A Waldek opisywał stan jachtu i robił mnóstwo zdjęć poszczególnych detali.


W pewnym momencie Piotr chciał i zlecił Waldkowi by wyciągnąć jacht na ląd. Umożliwiłoby to oględziny dna i ułatwiło prace remontowe. Okazało się jednak, że w porcie Tropea trzeba zapłacić za to 800 euro. A wszelkie prace remontowe przy jachcie są ... zabronione. Tzn można zlecić prace i nadzorować je. Ale wykonawcami mogą być tylko pracownicy mariny. Tak działa ochrona miejsc pracy dla swoich... W efekcie zwyczajem w tej marinie są remonty ... na wodzie. A, że przy szlifowaniu zapylą się okoliczne jachty? Trudno. Umyje je się później. Jachty tu są rzadko wyciągane z wody. Bo i po co? Mogą być w wodzie cały rok.


Waldek radził, aby przy oglądaniu jachtów nigdy nie uruchamiać urządzeń samemu. Niech to zrobi sprzedający. Po pierwsze będzie wiedział, jak się je uruchamia. Po drugie, uniknie się zarzutów, że zepsuliśmy coś co mogło być już wcześniej zepsute.


Mieli ogromne kłopoty, aby odpalić silnik. Dopiero po długim czasie syn właściciela przypomniał sobie, że trzeba zwolnić jedną blokadę.


Słusznie zdiagnozowali, że jacht jest w nie tak opłakanym stanie i wymaga sporo pracy. Ale najważniejsze elementy są sprawne. Tylko wrażenie wizualne jest złe. Bo są zmoczone przez wiele miesięcy materace. Jest nieład. Wszystko pomieszane. Ale to da się posprzątać. Na prelekcji były zdjęcia jachtu zastanego i po sprzątaniu oraz w trakcie remontowania. Różnica ogromna. Nowy armator jest zachwycony elektroniką. W większości z lat 70-tych. Ale działa. Dla zachowania charakteru jachtu zostawi ją bez zmian. Ewentualnie doda nowe urządzenia i dyskretnie je umieści, tak aby 'nie psuły' wyglądu tych z dawnych lat.


Genua była prawie nowa. Ale zazieleniona. Okazało się jednak, że po umyciu wodą i wyczyszczeniu jest znów prawie biała i będzie nadawała się do użytku po naprawie i szyciu u żaglomistrza.


Długo można by jeszcze opisywać prelekcję, bo było wiele pytań. Skrótowo dodać należy, że warto pożeglować w Tropea. Bo są tam przepiękne krajobrazy, świetna kuchnia kalabryjska, życzliwi ludzie i znakomity akwen, który nadaje się zarówno do rodzinnego pływania jak i dla żeglarzy szukających wyzwań. Kto chce popływać tam może się skontaktować i popływać piękną s/y Venturią czyli "Panią Przygodą".


Piotr wspomniał też o ogromnej biurokracji we Włoszech. Pomimo złożonych wszystkich dokumentów, musiał czekać ponad miesiąc na pełną odpowiedź. Polska biurokracja w tym zakresie jest wielokroć mniejsza. Dodajmy, że dzięki działaniom takich stowarzyszeń jak Samoster rejestracja rekreacyjnego jachtu morskiego do 15 metrów długości jest obecnie bardzo prosta. Wystarczy wypełnić druk z podstawowymi informacjami o jachcie i zapłacić około 100 PLN. Nie ma obowiązkowego wyposażenia. Nie ma obowiązkowych badań technicznych. A jeszcze 10 lat temu, gdy Samoster zaczynał działać, jachty polskie najczęściej pływały pod obcymi banderami, najczęściej szwedzką czy niemiecką. Powodem była trudność rejestracji. Wiele ostatnio zmieniło się...


Aktualne

Poleć stronę innym

Ranking stron żeglarskich

Reklama

Druk 3D Warszawa - sklep.12a.pl


Hosting: www.olek.waw.pl | Mapa serwisu | Admin