Stowarzyszenie Żeglarskie Samoster

Quo vadimus nautae? Quocumque ventis et undis agimur...

Wieści z UM Gdynia - spotkanie zespołu d/s jachtów rekreacyjnych

17 kwietnia odbyło się w Urzędzie Morskim w Gdyni pierwsze spotkanie robocze zespołu do spraw jachtów rekreacyjnych. Można po nim sądzić, że liberalizacja jest coraz bliższa, a "system brytyjski" nie jest tylko sloganem administracji. Szczegóły spotkania - w relacji naszego przedstawicila, Marcina Palacza:

Spotkanie trwało 4 godziny. Najistotniejszymi momentami były dwie kilkuminutowe przerwy - ale po kolei.

Przed właściwym spotkaniem, połączone delegacje Bryfoka, SAJ i Samosteru odbyły naradę robocza przy kawie. Stawili się: Krzysztof Klocek, Włodek Ring "Kocur", Maciek "Skipbulba" Kotas, Edward Zając, Piotr Wiśniewski "Zwierzak" i niżej podpisany. W UM dołączył do nas Wiesiek Cybulski.

Stanowiska trzech zrzeszeń są i były w zasadzie identyczne, ale wstępna narada była potrzebna, żeby uniknąć nieporozumień i niepotrzebnej dyskusji "przy ludziach". Ustaliliśmy, że domagamy się zniesienia zarządzeń porządkowych (w odniesieniu do jachtów rekreacyjnych do 13.7m długości) oraz natychmiastowego przystąpienia do prac modyfikujących 3 rozporządzenia Ministra, które umożliwiłyby wprowadzenie systemu brytyjskiego (żadnych wymogów do 13.7m). Jednostronicowe zestawienie takich rozporządzeń przygotował Hasip (Andrzej Mazurek). W dalszej perspektywie należy zmodyfikować ustawy - przede wszystkim Kodeks Morski. Ustaliliśmy, że propozycje częściowego "poluzowania", wprowadzana np pod hasłem, że tylko tyle można zrobić szybko, nie spotkają się z naszą akceptacją.

Na spotkaniu w UM obecnych było około 30 osób. Z góry przepraszam za pomyłki i braki w nazwiskach i funkcjach oraz niewymienienie wszystkich obecnych.

Zwartą grupą obsadziliśmy jeden koniec stołu. Z nami, dosłownie i w przenośni, pozycje zajeli: przedstawiciel Polskiego Klubu Morskiego - Rafał Krauze, Andrzej Szrubkowski z GFŻ, Andrzej Chabrowski z JKM Neptun i Roman Bartkowiak z Wielkopolskiego Okręgu Żeglarskiego. Na sali był też przedstawiciel środowisk żeglarskich Politechniki Warszawskiej, Piotr Berliński.

PZŻ reprezentowany był przez pp. Grabisa, Maćkowiaka i Czajkowskiego, był też przedstawiciel Związku Motorowodnego p. Rusak. POZŻ reprezentował p. Kienas.

Ze strony Urzędów Morskich byli panowie dyr. Królikowski z Gdyni, dyr. Rekść ze Słupska ("wyznaczony przez ministra koordynator do spraw rostrzygnięcia spraw rekreacji i sportowego jachtingu"), inspektor z Gdyni (nie dosłyszałem nazwiska), insp. Wojtasik ze Szczecina, kierownik Skowroński ze Słupska oraz prawnik ze Słupska. Ministra reprezentował p. Chmielewski. Obecna była pani senator Arciszewska-Mielewczyk oraz pan poseł Strąk.

Początek spotkania był dość chaotyczny. Zagaił dyr. Królikowski, mówiąc o odpowiedzialności kapitanów jachtów związanej z poluzowaniem rygorów oraz o tym, że w Wielkiej Brytani są rozbudowane służby ratownicze. Dyskusja na temat odpowiedzialności została ucięta przez przedstawiciela PKM, który stwierdził, że świadomość odpowiedzialności mamy od zawsze. Temat służb ratowniczych nie był na szczęście rozwijany.

Dyrektor Rekść podkreślił, że stanowisko Urzędów Morskich jest spójne (nie ma różnic pomiędzy poszczególnymi osobami).

Już w trakcie przedstawiania się, Pani Senator zwróciła się do dyr. Królikowskiego z uwagą, że w trakcie spotkania "będziemy Pana zmiękczać". Pani Senator położyła na stole przed sobą grubą teczkę z napisem "Żeglarze" i prezentowała stanowisko jednoznacznie przychylne naszym postulatom.

Po wypowiedzi Pani Senator, w której wspomniała że należy wzorować się również na systemach innych krajów, nie tylko brytyjskim, dyr. Rekść zaznaczył, że system brytyjski został jednoznacznie wybrany, jako wzór w Słupsku i tego mamy się trzymać. To stwierdzenie wprowadziło tok obrad na konkretne tory. Zebranie od tego momentu poprowadził insp. Wojtasik.

Nasze postulaty przedstawił Kocur. Po krótkiej dyskusji insp. Wojtasik stwierdził, że na początek musimy zdefiniować pojęcie jachtu rekreacyjnego i odczytał długaśną definicję brytyjską pleasure craft (po angielsku), pytając czy ta definicja nam odpowiada. Sądze, że wielu obecnych na sali nie zrozumiało zawiłego tekstu angielskiego, tym bardziej, że nie mieliśmy go przed sobą. Generalnie nie byliśmy przygotowani do dyskusji nad definicją. Ku mojemu zdumieniu, okazało się, że według UM, definicja brytyjska jest w zasadzie tożsama z definicją zawartą w niesławnym "zimowym" projekcie zarządzeń i UM sądzi, że znamy ten projekt w szczegółach.

Wydawało mi się, że projekty zarządzeń raz na zawsze powędrowały do kosza, tymczasem, tu, ku mojemu zdumieniu, w jakimś aspekcie traktowane były jako podstawa dyskusji. Tak czy inaczej, moim osobistym zdaniem obie definicje, polska z projektu zarządzeń i brytyjska, były do przyjęcia. Po naszej stronie stołu podniosły się jednak głosy sprzeciwu, częściowo chyba wynikające z niezrozumienia i nieznajomości dyskutowanych propozycji. Chodziło oczywiście o rozróżnienie przyjemności od komercji. Dyskusja stała się jałowa, a prowadzący zebranie nie bardzo potrafił nad nią zapanować. Dostało mu się za to od Pani Senator ("Pan ma bardzo niegrzeczny sposób bycia"). Dyskusja się przeciągała - zebranie trwało już godzinę, a my ciągle nie przeszliśmy do meritum sprawy - czyli próby określenia przepisów dla jachtów niekomercyjnych, które próbowaliśmy zdefiniować. W końcu insp. Wojtasik zdołał zarządzić przerwę (pierwszą próbę ogłoszenia przerwy storpedowała Pani Senator).

W trakcie przerwy przedstawiciele UM zabrali Zwierzaka i gdzieś się ulotnili. Minęło kilka minut, zaświtała mi już w głowie konieczność organizacji odsieczy dla zakładnika, gdy wszyscy wrócili zadowoleni i zaproponowali następującą definicję: "Jacht rekreacyjny to statek morski uprawiający żeglugę, który nie jest używany do prowadzenia działalności gospodarczej". Oczywiście przystaliśmy na to. Wcześniej ta propozycja była zgłoszona (przez Zwierzaka) i wyglądało, że nie ma szans akceptacji. Magia przerwy zadziałała po raz pierwszy.

Po przerwie insp. Wojtasik poinformował nas, że z dyskusji w UM w dniu wczorajszym wynika, iż nie ma prawnej możliwości zwolnienia jachtów z inspekcji. W związku z tym, proponuje by wprowadzić inspekcje raz na 5 lat. Zaletą tej propozycji miała być faktyczna jednorazowość inspekcji - bo przez 5 lat na pewno kodeks morski zostanie zmodyfikowany. Jest to jedyne rozwiązanie, które można wprowadzić szybko. Zniesienie zarządzeń porządkowych nic nie daje, bo obowiązek KB wynika z rozporządzen. Brak zarządzeń powodowałby według inspektora Wojtasika uznaniowość wymogów (każdy bosman może określić wymogi kierując się własną wiedzą). Ze słów dyr. Wojtasika, zrozumiałem, że dalszym punktem obrad miałyby być listy obowiązkowego wyposażenia.

W naszych szeregach zapanowała konsternacja, wynikająca z rozczarowania i wielkiej rozbieżności między oczekiwaniami, a stanowiskiem UM. W pierwszej chwili, niektórzy (nie będe palcem pokazywał kto), wbrew wcześiejszym naszym ustaleniom, podjęli dyskusję nad szczególami inspekcyjnej propozycji Inspektora. Chwilę później, rozsądek poparty poszturchiwaniem wziął górę - jasno określiliśmy nasze stanowisko, stwierdzając, że żadne inspekcje, nawet jednorazowe nie są dla nas do zaakceptowania. Podejmowaliśmy różne próby przekonania przedstawicieli UM i Ministerstwa, że ich interpretacja przepisów nie jest jedyną możliwą. Krzysztof Klocek próbował wyprowadzić możliwość zniesienia inspekcji wprost z Konstytucji, jako aktu nadrzędnego w stosunku do kłopotliwego Kodeksu Morskiego. Padły propozycje, żeby inspekcje (w ostateczności) były przeprowadzane przez armatora. Zwracaliśmy uwagę na nielegalność istniejących zarządzeń, kilkakrotnie wspominając o możliwości uchylenia ich przez sąd. Dyskusja zaczynała przybierać charakter walenia grochem o ścianę, albo inaczej "dziad swoje, a baba swoje".

W czasie największego impasu na sali na krótko pojawiła się ekipa telewizyjna - później nagrywali jeszcze na korytarzu wypowiedzi wybranych osób. Mi zaczęło się wydawać, że dalsze nasze uczestnictwo w spotkaniu nie ma sensu - takie głosy słyszałem również od innych osób w naszej części stołu.

Zarządzono przerwę, która trwała około 10 minut. Rozdzwoniły się telefony, konsultowano sprawę również z "Warszawą". Po przerwie, insp. Wojtasik zaproponował:

  • zostaje wystosowany wniosek do ministra o wyłączenie, na drodze rozporządzenia, jachtów rekreacyjnych do 15m z obowiązku inspekcji;
  • po wydaniu takiego rozporządzenia, dyrektorzy UM otrzymają polecenie wyłączenia jachtów rekreacyjnych z zarządzeń porządkowych.

Oczywiście zgodziliśmy się!

Propozycja ta musi być jeszcze zaopiniowana przez prawników. Zbawienny wpływ przerwy objawił się po raz drugi.

Zastąpienie limitu 13.7m limitem 15m zaproponował dyr. Królikowski.

I to już był właściwie koniec spotkania. Rozstaliśmy się w bardzo dobrej atmosferze, dziękując sobie nawzajem i gratulując osiągniętego porozumienia. Następne spotkanie ma się odbyć po 20 maja - w dużej części ma dotyczyć jachtów rekreacyjnych dłuższych niż 15m.

Podsumowując, chciałbym zwrócić uwagę na kilka spraw:

  • Po spotkaniu, nie mam wątpliwości, że intencją UM-ów jest całkowite uwolnienie jachtów rekreacyjnych do 15m. Trudności pojawiają się w określeniu, jak to zrobić.
  • Tak jak podkreślał dyrektor Rekść, jest jedno spójne stanowisko UM.
  • Olbrzymie słowa uznania za elastyczość należą się przedstawicielom UM, którzy napotkawszy sprzeciw z naszej strony, dwukrotnie potrafili diametralnie zmienić swoje stanowisko.
  • Mamy poparcie parlamentarzystów i Ministra.
  • Przedstawicielem PZŻ praktycznie nie zabierali głosu.
  • Na koniec, zapytani wprost przez Kocura, zadeklarowali brak sprzeciwu dla przyjętych rozwiązań. Po upewnieniu się, że te rozwiązania oznaczają brak KB, p. Maćkowiak stwierdził, iż oznacza to osiągnięcie czegoś, czego nie można było osiągnąć przez ileś-tam-lat (sic!).

Marcin Palacz

Zobacz też:

[ 18-04-2007, dodał: Cypis ]


Archiwum spotkań 2012/2013

Podróż do wschodnich rubieży Bałtyku

26 marca, g. 1930

Sankt Petersburg jest najdalej wysuniętym na wschód portem Morza Bałtyckiego. Jest to też oczywiście kolebka Wielkiej Rosji, była stolica Imperium i ośrodek kulturalny o wspaniałym dziedzictwie.

O przygotowaniach do rejsu do Sankt Petersburga i o samym rejsie jachtem "Merkury" (słynne J-80), opowiedzą Kasia "rhumb" Szarecka i Adam "Entrant" Papliński. Rejs trwał dwa tygodnie i odbył się w czerwcu 2010.

Jeżeli więc chcecie usłyszeć o słynnych Białych Nocach lub o tym jak czuje się załoga stojąc w kompletnej flaucie z zepsutym silnikiem na środku skrzyżowania toru wodnego pod Helsinkami, zapraszamy do Tawerny Korsarz. Dowiecie się też gdzie można naprawić silnik "Andoria" w Tallinie lub w którym momencie najlepiej sprawdza się forluk na "Merkurym"...

Patrycja Długoń - Jachtostop

02 kwietnia, g. 1930

Jachtostop to najbardziej ekonomiczna forma podróżowania po świecie. Co jest ważne w przygotowaniach do takiego rejsu, na co uważać, czego się spodziewać w podróży, jak znaleźć jacht i w jaki sposób się do tego zabrać powie Patrycja Długoń - dziennikarka, prezenterka radiowa, tropicielka talentów i promotorka kultury niezależnej, płetwonurek i żeglarka - przez pięć lat przebywała w rejsie dookoła świata, w który wyruszyła jachtostopem (www.aroundtheworld.pl).

Patrycja opowie także o Roku Władysława Wagnera; pierwszego Polaka który opłynął świat pod żaglami, a o którym pamięć została niesprawiedliwie zatarta. Na rok 2012 przypadają trzy okrągłe rocznice: 100 lat od Jego narodzin, 80 lat od wyruszenia w rejs i 20 lat od śmierci (www.wladyslawwagner2012.pl).

Archiwum spotkań 2011/2012

Przerwa techniczna

W poniedziałek 12 marca spotkania nie będzie. To znaczy, zasadniczo będzie, ale na pokładzie s/y Zawisza Czarny - I Rejs Tawerny Korsarz. Musimy trochę popływać, żeby było o czym opowiadać. Tawerna mimo to czynna, jak by co.

Izabela Szepietowska, kpt. Krzysztof M. Różański

s/y Eltanin

19 marca, g. 1930

Zapraszamy na spotkanie z latem spędzonym wśród lodowców. Spotkanie z przestrzenią, pięknem krajobrazu w roli głównej, z błękitem "w tysiącu odcieni", ciszą...

Będzie to opowieść o rejsie jachtem daleko za koło podbiegunowe. O przebytych 2 tysiącach mil morskich w trzy osoby, bajkowych Lofotach, o tym jak kilka dni sztormu na Morzu Barentsa rekompensowane jest widokiem białego, skalistego brzegu i delfinów baraszkujących wokół jachtu. O tym, jak słońce nie zachodzi przez całą dobę, a pogoda potrafi być kapryśna i zasnuć widok mgłą. O majestatycznych lodowcach. O krystalicznie czystym powietrzu, doświadczaniu przyrody nieprzekształconej przez ludzi i kontrastującym z nią widoku Barentsburga – radzieckiej osady górniczej. O podglądaniu morsów, fortelach pozwalających uniknąć ataku rybitwy. O fenomenie Arktyki, który każe ludziom tutaj powracać. Zapraszamy na opowieść o miejscu, gdzie świat się zaczyna, a nie kończy.

Iza: Jej deklaracje, że popłynie jachtem na Spitsbergen znosili cierpliwie przez kilka lat nawet jej zdecydowanie ciepłolubni przyjaciele. Zaczęło się – jak to zwykle bywa przy dalekich podróżach – od marzeń. A dokładniej od wystawy zdjęć ze Spitsbergenu jej serdecznej koleżanki. Wtedy postanowiła, że kiedyś sama będzie robiła zdjęcia lodowcom. Na realizację marzenia musiała poczekać kilka długich lat. Nie chciała być turystą. Dlatego "zaciągnęła się" jako członek załogi na jacht. Jachtem dowodził Krzysztof.

Krzysztof: Płynął jak do siebie, do domu - od kilkunastu lat spędza lato na Spitsbergenie, jest bowiem synem legendarnego w tym rejonie świata kapitana. Każde odwiedzone miejsce, to ludzie i zdarzenia, o których potrafi z pasją opowiadać. Choć zna "instrukcję obsługi Spitsbergenu" z wielką pokorą podchodzi do rządzących tam praw natury. Co czuje, gdy w najtrudniejszych warunkach oczy załogi zwrócone są na Niego? Tego nie powie. Po prostu działa.

Mini Transat

05 marca, g. 1900
Uwaga! Godzina dziewiętnasta-zero-zero słownie, pół godziny wcześniej, niż zwykle

Radosław Kowalczyk, szczecinianin z YKP Świnoujście, opowie o ukończonym starcie w regatach Mini Transat. Radek jest zaledwie trzecim - po Kazimierzu 'Kubie' Jaworskim (1977) i Jarosławie Kaczorowskim (2007) - polskim żeglarzem, któremu udał się taki wyczyn!

Ceną przygotowania do tych prestiżowych regat było sześć lat wyrzeczeń. Przygotowanie i ostateczne wykończenie jachtu zbudowanego własnym sumptem przez niedoszłego konkurenta, Piotra Czarnieckiego. Potem zbieranie punków kwalifikacyjnych do wyścigu na trasie z francuskiego La Rochelle do brazylijskiego San Salvator. Po drodze wiele przygód, kolizji i awarii, konieczność naprawy nawet kila, jednak Radek zawsze wracał na trasę regat.

Radek zajął 26. miejsce, ostatnie w swojej klasie, lecz tylko jego organizatorzy nazwali "niezniszczalnym".

Regaty, regaty, regaty...

27 luego, g. 1930

Dlaczego coś nas ciągnie, by wystartować w regatach? Jak zacząć regatowe starty? Jak to się robi w Wielkiej Brytanii a jak w Polsce?

Na wszystkie te pytania usłyszycie odpowiedź w gościnnej Tawernie Korsarz. O swoich regatowych początkach w regatach na cieśninie Solent opowie Piotr Gryko, natomiast o debiucie w Pucharze Polski Jachtów Kabinowych opowie mistrzowska załoga klasy T3 - Piotr "Pseudokibic" Lewandowski i Wiktor Plitkin. Zapraszamy!

Żeglowanie w Algierii

20 lutego, g. 1930

14 Mm przed Algierem wywołałem port controll na 16. W odpowiedzi usłyszałem: "Call sign, what call sign?" Następnie - "permit number, permit number?" Domyślając się, że rozmówca szuka mnie na liście oczekiwanych statków powiedziałem, że płynę jachtem żaglowym, załoga 7 osób, jesteśmy żeglarzami i płyniemy z wizytą jako turyści. W odpowiedzi długa cisza zakończona pytaniem: Zepsuł wam się silnik? (zrobiłem małe dochodzenie w sprawie tego pytania i okazało się, że rok temu wpłynął tam jacht z awarią silnika).

To fragment relacji Marka Tereszewskiego z jego rejsu do Algierii, kraju bardzo rzadko odwiedzanego przez żeglarzy. Jeśli interesuje Was co było dalej, to zapraszamy do gościnnej Tawerny Korsarz!

Rzeszowiakiem na Spitsbergen

13 lutego, g. 1930

Jak odrażająca i straszna jest
Biel Arktyki, tego nie wie nikt
Za sobą mamy już setki mil

Posłuchaj opowieści nie tylko o bieli Arktyki. O białej nocy. O lodowcach. O wielorybach. Czy przydała się strzelba na niedźwiedzie? Jak czytać prognozy lodowe? Czy organizatorzy osiągnęli swój cel: równoleżnik 80? Czy w Arktyce można przeżyć kilka dni bez gorących posiłków?

Będzie wiele anegdot, bardzo dziwnych przygód oraz innych morskich opowieści dziwnej treści. Ale przecież Olek Kwaśniewski i Andrzej 'Kuracent' Kurowski nie zdradzą wszystkich tajemnic przed spotkaniem...

Polonus - śladami Śmiałego

jacht Polonus

06 lutego, g. 1930

Marek 'Maar' Grzywa i Mariusz Główka opowiedzą o trwającej wciąż wyprawie jachtu Polonus Śladami Śmiałego a nawet jeszcze dalej. Jacht w tej chwili już minął Horn, był też na Antarktydzie. Rejs dookoła Ameryki Południowej zorganizowali Marek Grzywa i Piotr Mikołajewski, a bierze w niej udział kilkunastu kapitanów i kilkudziesięciu żeglarzy. Marek opowie o pierwszym etapie i o tym gdzie teraz jacht przebywa. Mariusz -- o atlantyckim przelocie wzdłuż brzegów Brazylii i skoku w bok na wyspę Fernando de Noronha. A jak wystarczy czasu, to Zbigniew "Zgrzyb" Przybyszewski wtrąci swoje trzy grosze o przejściu Polonusem przez Biskaje.

Palmy i inne atrakcje Karaibów

30 stycznia, g.1930

Z powodu kontuzji kolegi Wojtek Zientara został "zmuszony" do zimowego wyjazdu na Karaiby. Dwa tygodnie na jachcie Dufour 455 o wzbudzającej wszędzie uśmiech nazwie "Seayoulater" (nie ma literówki!). Wycieczka z Martyniki na St. Lucię i Grenadyny oraz z powrotem odbyła się pod hasłem: "Zmarnowany urlop - codziennie lało". Lało rzeczywiście codziennie, a czasem nawet dwa razy dziennie - od pięciu do dwudziestu minut. A opowieść będzie o tym, jak nieprawdziwa jest pierwsza część powyższego hasła.

[ 27-01-2012, dodał: AIKI ]
[ 01-02-2012, 02-02-2012, 03-02-2012, 04-02-2012, 09-02-2012, 06-03-2012, 08-03-2012 21-03-2012 edytował: Cypis ]

Poleć stronę innym

Ranking stron żeglarskich


Hosting: www.olek.waw.pl | Mapa serwisu | Admin | XHTML 1.0