Stowarzyszenie Żeglarskie Samoster

Quo vadimus nautae? Quocumque ventis et undis agimur...

Imperium kontratakuje? - Tym razem atak klonów

W pierwszym wydaniu "Smok on the water" napisałem w wierszyku: "Trzeszczą w posadach stare porządki,...", mając na myśli głównie wierchuszkę związku. Tymczasem nie od dziś wiadomo, że istnieje też lobby firm szkoleniowych które uważa, że bezpatencie zniszczy działalność szkoleniową. Nie rozumieją ci panowie, że nawet jeśli zaniknie szkolenie "na patent", to pozostanie i będzie się rozwijać szkolenie dla nabycia wiedzy i umiejętności więc dobre, profesjonalne firmy zostaną a nawet będą się jeszcze bardziej rozwijać. Że to normalne wiedzą dobrze żeglarze w takiej np Anglii, gdzie szkół i szkółek żeglarskich bez liku - brać, przebierać, targować...

Ale lobby szkoleniowe, a przynajmniej niektórzy jego przedstawiciele póki co idą ręka w rękę z leśnymi dziadkami z Chocimskiej. Świadczy o tym list jednej z takich firm zamieszczony na grupie dyskusyjnej. Dla ułatwienia - treść poniżej:

Do instruktorów żeglarstwa!

Sprawa jest poważna. Przeczytajcie to i znajdźie czas na reakcję.

Od paru miesięcy sejm tworzył projekt nowej ustawy o kulturze fizycznej. Mimo że praca komisji kultury fizycznej kierował ulegający wcześniej internautom poseł Jacek Falfus, to końcowy projekt komisji był akceptowalny. Niestety w sejmie tzw internauci podrzucili posłom LPR a ci złożyli 4 własne wnioski/poprawki dotyczące żeglarstwa.

Mimo że wnioski te zostały NEGATYWNIE zaopiniowane przez Komisję kultury fizycznej, wczoraj, tj w piątek 06.07.2007 jeden z nich został przegłosowany. Odrzucić go może (lub przyjąć pozostałe i inne) tylko Senat, który podobno zbiera się w najbliższą środę. Uważam że należy to mocno oprotestować. W czym problem?

Do tej pory (od wiosny 2005) ustawa zakładała, że że bez uprawnień można prowadzić łódki żaglowe do 5m długości i motorowe z silnikami do 5 kW. Poprawka sejmowa podnosi to odpowiednio do 7,5m i 10 kW i jest to dramat dla szkolenia a byc może całego polskiego żeglarstwa gorszy od sytuacji niż gdyby nawet uchwalili kompletne bezpatencie (nowa granica motorowodna nie ma praktycznego znaczenia, np w Niemczech to jest 10KM czyli 7,5 kW).

Problem w tym że:

Po pierwsze poprawka jest po prostu bezmyślna z punktu widzenia bezpieczeństwa na wodzie, bo zakłada, że im większa łódka to bardziej niebezpieczna a jest akurat odwrotnie.

Po drugie granica 5m mniej więcej oddawała podział na otwartopokładowe wywracalne i łatwostawialne i kabinowe wymagające większych umiejętności. 7,5 to martwa cyfra która nic nie ułatwia (poza ułatwieniem dla niektórych czarterowni). Powyższe kwestie są dyskutowalne, wyraziłem tylko własny pogląd.

Ale po trzecie i dla nas najważniejsze: Problem w szkoleniu zrobi się bardzo poważny. Obecnie szkolimy i egzaminujemy na kabinówkach, ale też znowu i na Omegach (6,2 m), które używane można kupić za 2-3 tys zł. Dzieki temu, kto chce tanio uzyskać patent Żeglarza, może to zrobić za grosze. Niemal wszystkie śródlądowe jachty szkoleniowe mają długość 5,5 - 7m. Podniesienie limitu na 7,5m wymusi wymianę sprzętu szkoleniowego i egzaminacyjnego na większy, na który firm i klubów zwyczajnie NIE STAĆ.

Tzn ja mam 6 maków 747 które łatwo mogę przedłużyć o 3 cm ale z omegami to już może nie być takie proste :-)

Ośrodki szkoleniowe są na to za biedne by co parę lat wymieniać cały sprzęt, zwłaszcza w sytuacji, gdy znowu mogą coś zmienić. W efekcie większość wyleci z branży a wskutek tego ceny kursów pójdą w górę. Ale to nie wszystko.

Ci którzy wymienia sprzęt na nowy i drogi (zamiast omegi za 3000 tango 780 za ile? 70-90 tys?), będą musieli ceny szkoleń dostosować do cen sprzętu. Wyobrażacie sobie, do czego to doprowadzi i jakie to będą ceny? A co z obozami młodzieżowymi? Ile one wtedy będą kosztować i kogo będzie na nie stać? W efekcie po paru latach zatrzymany zostanie napływ nowych ludzi do żeglarstwa kreowany przez "kursy na patenty" a po dłuższym czasie odczuje to cała branża. Uważam że to nie żarty, że taka granica będzie na dłuższą metę zabójcza dla całej branży żeglarskiej i wbrew pozorom zamiast służyć rozwojowi żeglarstwa może stworzyć bariery finansowe poważnie ograniczające dostęp do żeglowania.

Już chyba naprawdę lepsze było by całkowite "bezpatencie", bo te nie wpływało by na dobór sprzętu na podstawowym poziomie - szkoleń, gdzie kreujemy zainteresowanie ludzi żeglarstwem.

Krótko mówiąc uważam, że granica 5m była w miarę mądra i należy jej bronic, do przyjęcia było by też wszystko poniżej poziomu podstawowego jachtu szkoleniowego "na patent żeglarza" czyli Omegi (6,2m). Powyżej tego będzie dramat.

Myślę, że dość już bierności i czekania na jakieś rozsądne działania PZŻ czy jego "Komisji Szkolenia". Czas na reakcję tych którzy kreują u podstaw rozwój żeglarstwa w Polsce czyli instruktorów żeglarstwa.

Ostatnią szansą na jest zasypanie do poniedziałku senatorów Waszymi uwagami w tej sprawie.

Lista senatorów jest tutaj: www.senat.gov.pl/k6/senat/senator.htm Znajdźcie proszę czas, by napisać do nich, co sądzicie o tej sprawie...

Ocenę tego tekstu, a szczególnie jego pokrętnej argumentacji zostawiam czytelnikowi i tylko postawię jedno, krótkie pytanie: firmy szkoleniowe prowadzą działalność gospodarczą - dlaczego szeregowego żeglarskiego Kowalskiego (sorry Kali :-) mają obchodzić ich kłopoty sprzętowe? Jeśli firma szkoleniowa kupi nowy sprzęt i z tego powodu za wysoko wyśrubuje ceny za swoje usługi to klienci pójdą do innej firmy - to rynek i nie pomogą płacze nad upadkiem szkolenia. Autorowi listu chodzi o własną kasę, a nie o poziom szkolenia, czy inne tego typu dyrdymały...

Zobacz też:

[ 07-07-2007, dodał: AIKI ]


Archiwum spotkań 2012/2013

Podróż do wschodnich rubieży Bałtyku

26 marca, g. 1930

Sankt Petersburg jest najdalej wysuniętym na wschód portem Morza Bałtyckiego. Jest to też oczywiście kolebka Wielkiej Rosji, była stolica Imperium i ośrodek kulturalny o wspaniałym dziedzictwie.

O przygotowaniach do rejsu do Sankt Petersburga i o samym rejsie jachtem "Merkury" (słynne J-80), opowiedzą Kasia "rhumb" Szarecka i Adam "Entrant" Papliński. Rejs trwał dwa tygodnie i odbył się w czerwcu 2010.

Jeżeli więc chcecie usłyszeć o słynnych Białych Nocach lub o tym jak czuje się załoga stojąc w kompletnej flaucie z zepsutym silnikiem na środku skrzyżowania toru wodnego pod Helsinkami, zapraszamy do Tawerny Korsarz. Dowiecie się też gdzie można naprawić silnik "Andoria" w Tallinie lub w którym momencie najlepiej sprawdza się forluk na "Merkurym"...

Patrycja Długoń - Jachtostop

02 kwietnia, g. 1930

Jachtostop to najbardziej ekonomiczna forma podróżowania po świecie. Co jest ważne w przygotowaniach do takiego rejsu, na co uważać, czego się spodziewać w podróży, jak znaleźć jacht i w jaki sposób się do tego zabrać powie Patrycja Długoń - dziennikarka, prezenterka radiowa, tropicielka talentów i promotorka kultury niezależnej, płetwonurek i żeglarka - przez pięć lat przebywała w rejsie dookoła świata, w który wyruszyła jachtostopem (www.aroundtheworld.pl).

Patrycja opowie także o Roku Władysława Wagnera; pierwszego Polaka który opłynął świat pod żaglami, a o którym pamięć została niesprawiedliwie zatarta. Na rok 2012 przypadają trzy okrągłe rocznice: 100 lat od Jego narodzin, 80 lat od wyruszenia w rejs i 20 lat od śmierci (www.wladyslawwagner2012.pl).

Archiwum spotkań 2011/2012

Przerwa techniczna

W poniedziałek 12 marca spotkania nie będzie. To znaczy, zasadniczo będzie, ale na pokładzie s/y Zawisza Czarny - I Rejs Tawerny Korsarz. Musimy trochę popływać, żeby było o czym opowiadać. Tawerna mimo to czynna, jak by co.

Izabela Szepietowska, kpt. Krzysztof M. Różański

s/y Eltanin

19 marca, g. 1930

Zapraszamy na spotkanie z latem spędzonym wśród lodowców. Spotkanie z przestrzenią, pięknem krajobrazu w roli głównej, z błękitem "w tysiącu odcieni", ciszą...

Będzie to opowieść o rejsie jachtem daleko za koło podbiegunowe. O przebytych 2 tysiącach mil morskich w trzy osoby, bajkowych Lofotach, o tym jak kilka dni sztormu na Morzu Barentsa rekompensowane jest widokiem białego, skalistego brzegu i delfinów baraszkujących wokół jachtu. O tym, jak słońce nie zachodzi przez całą dobę, a pogoda potrafi być kapryśna i zasnuć widok mgłą. O majestatycznych lodowcach. O krystalicznie czystym powietrzu, doświadczaniu przyrody nieprzekształconej przez ludzi i kontrastującym z nią widoku Barentsburga – radzieckiej osady górniczej. O podglądaniu morsów, fortelach pozwalających uniknąć ataku rybitwy. O fenomenie Arktyki, który każe ludziom tutaj powracać. Zapraszamy na opowieść o miejscu, gdzie świat się zaczyna, a nie kończy.

Iza: Jej deklaracje, że popłynie jachtem na Spitsbergen znosili cierpliwie przez kilka lat nawet jej zdecydowanie ciepłolubni przyjaciele. Zaczęło się – jak to zwykle bywa przy dalekich podróżach – od marzeń. A dokładniej od wystawy zdjęć ze Spitsbergenu jej serdecznej koleżanki. Wtedy postanowiła, że kiedyś sama będzie robiła zdjęcia lodowcom. Na realizację marzenia musiała poczekać kilka długich lat. Nie chciała być turystą. Dlatego "zaciągnęła się" jako członek załogi na jacht. Jachtem dowodził Krzysztof.

Krzysztof: Płynął jak do siebie, do domu - od kilkunastu lat spędza lato na Spitsbergenie, jest bowiem synem legendarnego w tym rejonie świata kapitana. Każde odwiedzone miejsce, to ludzie i zdarzenia, o których potrafi z pasją opowiadać. Choć zna "instrukcję obsługi Spitsbergenu" z wielką pokorą podchodzi do rządzących tam praw natury. Co czuje, gdy w najtrudniejszych warunkach oczy załogi zwrócone są na Niego? Tego nie powie. Po prostu działa.

Mini Transat

05 marca, g. 1900
Uwaga! Godzina dziewiętnasta-zero-zero słownie, pół godziny wcześniej, niż zwykle

Radosław Kowalczyk, szczecinianin z YKP Świnoujście, opowie o ukończonym starcie w regatach Mini Transat. Radek jest zaledwie trzecim - po Kazimierzu 'Kubie' Jaworskim (1977) i Jarosławie Kaczorowskim (2007) - polskim żeglarzem, któremu udał się taki wyczyn!

Ceną przygotowania do tych prestiżowych regat było sześć lat wyrzeczeń. Przygotowanie i ostateczne wykończenie jachtu zbudowanego własnym sumptem przez niedoszłego konkurenta, Piotra Czarnieckiego. Potem zbieranie punków kwalifikacyjnych do wyścigu na trasie z francuskiego La Rochelle do brazylijskiego San Salvator. Po drodze wiele przygód, kolizji i awarii, konieczność naprawy nawet kila, jednak Radek zawsze wracał na trasę regat.

Radek zajął 26. miejsce, ostatnie w swojej klasie, lecz tylko jego organizatorzy nazwali "niezniszczalnym".

Regaty, regaty, regaty...

27 luego, g. 1930

Dlaczego coś nas ciągnie, by wystartować w regatach? Jak zacząć regatowe starty? Jak to się robi w Wielkiej Brytanii a jak w Polsce?

Na wszystkie te pytania usłyszycie odpowiedź w gościnnej Tawernie Korsarz. O swoich regatowych początkach w regatach na cieśninie Solent opowie Piotr Gryko, natomiast o debiucie w Pucharze Polski Jachtów Kabinowych opowie mistrzowska załoga klasy T3 - Piotr "Pseudokibic" Lewandowski i Wiktor Plitkin. Zapraszamy!

Żeglowanie w Algierii

20 lutego, g. 1930

14 Mm przed Algierem wywołałem port controll na 16. W odpowiedzi usłyszałem: "Call sign, what call sign?" Następnie - "permit number, permit number?" Domyślając się, że rozmówca szuka mnie na liście oczekiwanych statków powiedziałem, że płynę jachtem żaglowym, załoga 7 osób, jesteśmy żeglarzami i płyniemy z wizytą jako turyści. W odpowiedzi długa cisza zakończona pytaniem: Zepsuł wam się silnik? (zrobiłem małe dochodzenie w sprawie tego pytania i okazało się, że rok temu wpłynął tam jacht z awarią silnika).

To fragment relacji Marka Tereszewskiego z jego rejsu do Algierii, kraju bardzo rzadko odwiedzanego przez żeglarzy. Jeśli interesuje Was co było dalej, to zapraszamy do gościnnej Tawerny Korsarz!

Rzeszowiakiem na Spitsbergen

13 lutego, g. 1930

Jak odrażająca i straszna jest
Biel Arktyki, tego nie wie nikt
Za sobą mamy już setki mil

Posłuchaj opowieści nie tylko o bieli Arktyki. O białej nocy. O lodowcach. O wielorybach. Czy przydała się strzelba na niedźwiedzie? Jak czytać prognozy lodowe? Czy organizatorzy osiągnęli swój cel: równoleżnik 80? Czy w Arktyce można przeżyć kilka dni bez gorących posiłków?

Będzie wiele anegdot, bardzo dziwnych przygód oraz innych morskich opowieści dziwnej treści. Ale przecież Olek Kwaśniewski i Andrzej 'Kuracent' Kurowski nie zdradzą wszystkich tajemnic przed spotkaniem...

Polonus - śladami Śmiałego

jacht Polonus

06 lutego, g. 1930

Marek 'Maar' Grzywa i Mariusz Główka opowiedzą o trwającej wciąż wyprawie jachtu Polonus Śladami Śmiałego a nawet jeszcze dalej. Jacht w tej chwili już minął Horn, był też na Antarktydzie. Rejs dookoła Ameryki Południowej zorganizowali Marek Grzywa i Piotr Mikołajewski, a bierze w niej udział kilkunastu kapitanów i kilkudziesięciu żeglarzy. Marek opowie o pierwszym etapie i o tym gdzie teraz jacht przebywa. Mariusz -- o atlantyckim przelocie wzdłuż brzegów Brazylii i skoku w bok na wyspę Fernando de Noronha. A jak wystarczy czasu, to Zbigniew "Zgrzyb" Przybyszewski wtrąci swoje trzy grosze o przejściu Polonusem przez Biskaje.

Palmy i inne atrakcje Karaibów

30 stycznia, g.1930

Z powodu kontuzji kolegi Wojtek Zientara został "zmuszony" do zimowego wyjazdu na Karaiby. Dwa tygodnie na jachcie Dufour 455 o wzbudzającej wszędzie uśmiech nazwie "Seayoulater" (nie ma literówki!). Wycieczka z Martyniki na St. Lucię i Grenadyny oraz z powrotem odbyła się pod hasłem: "Zmarnowany urlop - codziennie lało". Lało rzeczywiście codziennie, a czasem nawet dwa razy dziennie - od pięciu do dwudziestu minut. A opowieść będzie o tym, jak nieprawdziwa jest pierwsza część powyższego hasła.

[ 27-01-2012, dodał: AIKI ]
[ 01-02-2012, 02-02-2012, 03-02-2012, 04-02-2012, 09-02-2012, 06-03-2012, 08-03-2012 21-03-2012 edytował: Cypis ]

Poleć stronę innym

Ranking stron żeglarskich


Hosting: www.olek.waw.pl | Mapa serwisu | Admin | XHTML 1.0