Smok on the Water

[ - Panowie, chemy liberalizować przepisy, znieść obowiązkowe patenty, zmniejszyć opłaty, podpiszecie petycję?... - Chętnie bym podpisał, ale osobiście jestem za obowiązkowością... - Powiedz lepiej, że za prezesurą... ]

Babcia na rowerze

czyli czego chce zwyczajny żeglarz

www.samoster.org.pl/index.php?doc=5

Ocean mamony (do zagospodarowania)

Na stronie internetowej PZŻ (http://www.pya.org.pl/Main/05.03.2005.htm) można przeczytać protokół ze styczniowej Narady Środowiskowej Żeglarstwa Śródlądowego:

Kolega Bogdan Grabowski zwrócił uwagę na wysoką ocenę jaką Komisja Rewizyjna wystawia Komisji Żeglarstwa Śródlądowego. Porównując Komisję Żeglarstwa Śródlądowego z Kapitanatem Sportowym podkreślił, że w Komisji Sportu działają zawodowcy, a w Komisji Żeglarstwa Śródlądowego sami amatorzy. Mówił o chamstwie, które staje się dokuczliwe i coraz częściej pojawia się na żeglarskich szlakach i o inicjatywach KŻŚ jego tępienia.

Zdaniem kolegi Grabowskiego strategiczne znaczenie dla przyszłej działalności KŻŚ powinno mieć zainteresowanie się blisko 2 milionową rzeszą żeglarzy nie zrzeszonych w Klubach i sekcjach żeglarskich. Związek jest związkiem sportowym, a „turystyka trzyma się PZŻ końcami paznokci” i może runąć! Błędem jest, że Związek „nie widzi żeglarzy nie zrzeszonych”. A to może być wielki rynek do zagospodarowania przez Związek, którego reprezentantem powinna być KŻŚ.

Należy powołać „Kapitanat Jachtingu”, który może powstać na bazie obecnego Statutu. 95% środków Związek przeznacza na sport (z dotacjami celowymi państwa). Związek się rozwija (zwiększa się liczba klubów i członków) tylko przed Sejmikiem.

Jak to miło być rynkiem do zagospodarowania. Z pewnością rzucimy się Kapitanatowi Jachtingu w ramiona.

Muzealne aktualności

Sterowanie nawą żeglarską stało się niepostrzeżenie w ciągu ostatnich lat okropnie skomplikowaną rzeczą. Gdzieś w siną dal odpłynęły czasy, gdy dla zarządzania żeglarstwem polskim wystarczał prosty Zarząd Polskiego Związku Żeglarskiego i jakiś społeczny sekretarz. Dziś mamy Zarząd, Prezydium Zarządu, Sekretarza Generalnego i wielki sekretariat oraz 17 (siedemnaście) Bardzo Wysokich Komisji do Bardzo Ważnych Spraw.

Łączność pomiędzy samymi Komisjami to już problem sam w sobie, nic więc dziwnego, że zaczęły się już zdarzać wypadki, że co niektórzy członkowie nawet wysokiego Prezydium nie bardzo wiedzieli jakie to są właściwie komisje i czym się zajmują. Tak więc powstała już praktycznie konieczność skodyfikowania zakresów prac wszystkich komórek PZŻ — co zajmuje oczywiście całkowicie czas — odpowiedniej Komisji. Trudności w tym zbożnym dziele piętrzą się, gdyż właściwie Komisje przestały być już Komisjami, a stały się kolegiami, a poza tym rzecz nie kończy się na budynku przy ul. Chocimskiej 14 w Warszawie. Istnieją przecież Samodzielne Okręgowe Zarządy PZŻ, a ponieważ ideą przewodnią owej samodzielności i było stworzenie ich na równie dobrym poziomie, co dawniejszy Zarząd Główny — tak więc i OZŻ powoli obrastają Komisjami (Kolegiami?) szczebla okręgowego!

Ba, żeby komplikacje w sterowaniu żeglarstwem ograniczały się tylko do jego wewnętrznej struktury organizacyjnej! Ale też niejeden Wysoki Urząd ma coś w tym żeglarstwie do powiedzenia! I płyną szeroką falą kodeksy, przepisy, zarządzenia i regulaminy, a że życie jest zwykle bogatsze, niż myśl ustawodawcy, więc do tych regulaminów poprawek, a interpelacji i ważnych orzeczeń co niemiara. Nie dziwię się więc specjalnie, że kapitanów coraz mniej, bo trzymać krzepko za rumpel i sterować po wodzie potrafiłoby wielu ludzi, ale płynięcie po fali papieru to już sztuka osobliwa dla wybranych.

Żagle nr 6 (100) czerwiec 1967 r. Felieton „Głos kapitana”.
Podpisano: Przemysław j.k.m.

« powrót do spisu treści

Smok on the Water — biuletyn informacyjny przyjemniaczków — Nr 1
Polska Federacja Żeglarska