Smok on the Water

Druk sejmowy nr 3180. Uzasadnienie projektu zmian ustawy o kulturze fizycznej:

...Zmiany ustawy zaproponowane w art. 53 wynikają ze zmian warunków uprawiania dyscyplin i dziedzin sportowych uznanych jako „niebezpieczne”. Proponuje się zatem ponowne określenie katalogu dyscyplin i dziedzin sportu, których uprawianie regulowane jest przepisami art. 53 ustawy. W odniesieniu do większości z nich brak jest bowiem przesłanek do tak restrykcyjnej reglamentacji ich uprawiania. Stąd też w odniesieniu do alpinizmu, sportów motorowych oraz płetwonurkowania proponuje się wprowadzenia przepisu wskazującego, iż uprawiający te dyscypliny sportu powinien się do tego odpowiednio przygotować oraz przestrzegać zasad bezpieczeństwa określonych w tych dyscyplinach i dziedzinach sportu.

W odniesieniu natomiast do sportów, których uprawianie może zagrażać bezpieczeństwu innych osób tj. sportów strzeleckich oraz żeglarstwa proponuje się precyzyjne określenie kwalifikacji niezbędnych przy ich uprawianiu oraz szczegółowych zasad bezpieczeństwa, jakie powinna przestrzegać osoba uprawiająca te sporty...

Zapis ten nie jest jedynie zwrotem retorycznym, gdyż rodził określone skutki w projekcie ustawy. Otóż wynika z niego, że spośród wszystkich sportów właśnie żeglarstwo i strzelectwo jest najbardziej niebezpieczne dla osób trzecich. Podkreślone to zostało w stanowisku Rządu wobec tego projektu:

...Jedynie w odniesieniu do sportów, których uprawianie może zagrażać bezpieczeństwu osób trzecich, tj. żeglarstwa i sportów strzeleckich, zasadne jest precyzyjne określenie kwalifikacji niezbędnych przy ich uprawianiu oraz zasad bezpieczeństwa, jakie powinna przestrzegać osoba uprawiająca te sporty, poprzez wydanie stosownych aktów wykonawczych...

Dlatego właśnie podważaliśmy ten zapis uzasadnienia.

Niebezpieczne Związki

Polski Związek Żeglarski
adres: Warszawa, ul. Chocimska 14
Polski Związek Strzelectwa Sportowego
adres: Warszawa, ul. Chocimska 14

Czy to nie dziwne, takie nagromadzenie niebezpieczeństwa, pod jednym dachem?

Bryfok i Omega na salonach sejmowych komisji...

Od pewnego czasu, w wyniku grupowej dyskusji uczestnicy naszej grupy dyskusyjnej pisali do posłów Sejmu protesty przeciwko zamierzonej nowelizacji ustawy o Kulturze Fizycznej w której żeglarstwo miało być uznane za sport niebezpieczny. Protestów tych wysłaliśmy bardzo dużo. Akcja poskutkowała zaproszeniem na posiedzenie komisji sejmowej naszych przedstawicieli.

25.11.2004

Radwan:

Wzięliśmy wczoraj z Hasipem udział w posiedzeniu komisji. Dużą część obrad komisji zdominowały problemy żeglarstwa. Dzięki przychylnej postawie części posłów i przewodniczącego mieliśmy możliwość dość szeroko przedstawić nasze argumenty. Merytorycznie udało się obalić twierdzenie o żeglarstwie jako sporcie niebezpiecznym a także wykazać potrzebę zreformowania systemu patentów. Dodatkowo Hasip wykazał, ze błędy formalne nie pozwolą przyjąć ustawy w takim kształcie jak to zostało opracowane w projekcie (poparli go w tym obecni na posiedzeniu przedstawiciele rządu).

W toku dyskusji można było wywnioskować, ze jest szansa na zwiększenie wielkości jachtu na którym będzie można żeglować bez patentu a także zniesienia obowiązkowych przeglądów na rzecz uproszczonej rejestracji — zgłoszenia (dla mniejszych jachtów). Zdecydowanie przeciwny liberalizacji wydaje się być pan poseł Bonda, poseł Tomaszewski tez, choć nie jest aż takim rygorystą. Poseł Kulej jest za patentowaniem i rejestrowaniem wszystkiego, ale jako argumenty przytacza li tylko szalejące motorówki i skutery, wiec wydaje się, że będzie go można przekonać do liberalizacji po wyraźnym oddzieleniu w ustawie żeglarstwa motorowodnego od jachtingu (które w obecnym kształcie projektu jest wrzucone do jednego wora). Miłym zaskoczeniem była postawa posła Witaszka, który poparł nasze działania w całości. Także poseł Kłopotek i poseł Falfus ( który siedział bezpośrednio przy nas i bardzo się włączył w naszą ofensywę) są po naszej stronie. Wydaje się także, że mamy za sobą przewodniczącego komisji posła Drzewieckiego.

PZŻ był reprezentowany w składzie 3-osobowym, ale argumenty przedstawiane przez przedstawicieli Związku nie były w stanie wytrzymać w konfrontacji ze statystykami i żelazną logiką. W efekcie komisja skierowała projekt ponownie do podkomisji, w której pracach nad art. 53 ustawy mamy z Hasipem uczestniczyć. Wielkim sukcesem jest to, ze będziemy mogli zgłaszać nie tylko wnioski merytoryczne ale i formalne, które będą poddawane pod glosowanie.

01.12.2004

Z zaskoczenia odbyło się (miało być jutro) posiedzenie komisji ds. nowelizacji ustawy o KF (Radwana nawet nie powiadomiono). Obecni byli 3 posłowie z SLD/UP i poseł Falfus z PiS. Naskoczono na Hasipa, ze bzdury jemu i nam się roją i przy wspomaganiu panów Pertyńskiego, Heinricha i Chocholaka przyjęto projekt made in PZŻ, czyli liberalizacja ma polegać na zwolnieniu obowiązku posiadania patentów na jachtach do 5 m dludości i silniku do 5 kW, przegłosowano to w stosunku 3:1

Hasip:

Na wstępie chciałbym podziękować wszystkim, za pomoc w redagowaniu naszej propozycji, także za głosy krytyczne. Dzięki temu okazaliśmy odmienną jakość pracy. Dyskusja i projekt były jawne, w przeciwieństwie do ustaleń jakie prezentował „nasz” związek (do końca nie znane są szersze ustalenia). Na posiedzeniu okazało się, że w zasadzie już jest wszystko ustalone i o żadnej liberalizacji nie może być mowy! Zaproszenie Bryfoka i Omegi na „salony” miało jedynie wykazać, że „pan ma ludzką twarz” — ot takie poczęstowanie stangreta lampką wina. Ze strony posłów lewicy i przedstawicieli strony rządowej w każdej wypowiedzi wyczuwało się tony lekceważenia i ironii. Bardzo pouczająca lekcja obnażająca mechanizmy władzy.

Przedstawiciele pionu szkoleniowego PZŻ (ciekawe, że o konieczność szkoleń pytano właściciela jednej z największych szkół żeglarskich w stolicy — Witolda Chocholaka — towarzyszył mu Wacław Pertyński) wręcz ubolewali nad tym, że jakiekolwiek łódki można prowadzić bez patentu!!!

Żaden projekt, nie mający namaszczenia PZŻ nie miał szans akceptacji. „Działacze” wystosowali pismo w którym dowodzili, że jedynie związek może reprezentować żeglarzy, że Bryfok i Omega to coś w rodzaju oszołomów z Internetu bez żadnych kwalifikacji żeglarskich i tego typu argumenty. Właściwie dezyderat ten kończył się twierdzeniem w stylu: „Program PZŻ programem żeglarzy”.

W kuluarach dowiedziałem się, że więcej byśmy zdziałali (coś osiągnęli) gdybyśmy to samo robili w ramach struktur związkowych (takie niedwuznaczne zaproszenie do współpracy), że już w szkoleniach udało się zastąpić starszych kadrą 20— 30 latków i pora teraz na działaczy. Oznacza to jedynie, że stare wilki zostają przeganiane z pastwiska, idą młode — głodne.

Moim zdaniem nie da się tej instytucji od wewnątrz zreformować, przykład tego dali właśnie przedstawiciele tych „młodych” broniąc nie interesów żeglarzy, ale własnych. Ja osobiście nie zamierzam współpracować z organizacją o takiej proweniencji i podejściu do reprezentowania interesu ogółu. Zdecydowanie odmawiam! Nie traktuje dnia wczorajszego jako porażki. Propozycja nasz była testem na to, czy PZŻ jest zainteresowany współpracą z szerokimi rzeszami żeglarzy i jest otwarty na zmiany i reformy. Wcześniej były z stamtąd jakieś sygnały, że trzeba coś zmienić. Niestety wszystko zalał beton. Było to coś, co w języku militarnym można nazwać rozpoznanie bojem. Straty są spore, ale i zakres informacji istotny.

15.12.2004

[ poseł Kulej w rękawicach bokserskich: - Lepiej niźli rację jest mieć rejestrację! ]

Radwan:

Kolejne posiedzenie podkomisji niewiele wniosło. PZŻ stoi dalej na swoim stanowisku choć widać w tym murze pierwsze pęknięcia. Chocholak gra w tej samej drużynie i lobbuje obowiązkowe kursy udając, że nie lobbuje. Miał wiele szczęścia, bo akurat nie było na posiedzeniu posłów opozycji — dzisiaj była ważna dla nich debata o komisji sejmowej i niestety musieli pozostać na sali. A ponieważ my nie prowadzimy na komisji wojny osobistej, jak to uczynił Chocholak — nie wypadało nam pewnych kwestii poruszać. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Dyskusja była momentami ostra i w pewnej chwili miałem wrażenie, że poseł Kulej stanie ze mną do walki wręcz (bronił zaciekle przedstawicielek strony rządowej, które upierały się przy obowiązkowych przeglądach jachtów, na które my nie chcieliśmy się zgodzić). Na szczęście okazało się, że ja jestem waga raczej ciężka, a poseł Kulej bodajże lekka. A tak na poważnie, to poseł Kulej, zanim opuścił salę podszedł do nas, chwilę podyskutowaliśmy i umówiliśmy się na spotkanie w celu omówienia i ewentualnego zbliżenia stanowisk. Okazało się też, że pan Kulej czyta jednak korespondencję, którą do Niego wysłałem mailem. Podobnie poseł Krzycki, bedący do tej pory nieprzejednanym zwrócił się z podobną propozycją.

Konkretnie, to długo pasowaliśmy się nad nieobowiązkowością przeglądów i nieobowiązkowością kursów. PZŻ upiera się bardziej przy obowiązkowych kursach na jeden z pierwszych stopni. Zarówno PZŻ jak i posłowie koalicji optują za przekazaniem delegacji ustawowej do określenia rodzaju patentów i ich zakresu do ministerstwa, na co my absolutnie się nie zgadzamy. W zasadzie nie było kworum, więc i ze strony formalnej nic nowego się nie urodziło.

Wydaje się jednak, że klimat nieco się zmienił i nie traktuje się nas jak oszołomów. Wręcz przeciwnie, przewodniczący podkomisji zwraca się do nas per „druga strona społeczna” — „pierwsza” to PZŻ.

Hasip:

Na tym posiedzeniu panowała zupełnie inna atmosfera. Grzeczna atmosfera. Jak wspomniał Radwan, Kulej i Krzycki podeszli do nas i powiedzieli, że powinniśmy umówić się na rozmowę. Coś ich pili aby całość szybko przeszła, a żeglarstwo im blokuje (chodzi o zachowanie struktury, cos dla strzelców i coś jeszcze; nie wnikałem głęboko). Wykorzystując to możemy uzyskać jakiś kompromis. Bardzo w oczy się rzucało (nawet Tomaszewskiego tym Chocholak zdenerwował), że chcą zachować obowiązkowe szkolenia i kontrole nad nimi. Uważam, że Chocholak będąc we władzach, będzie tym samym (poprzez owe nadzory) kontrolować swoją konkurencję. Wydaje mi się, że łatwiej będzie uzyskać liberalizację wyższych stopni niż na dole. Stoję na stanowisku, że wszelkie kompromisy winny mieć potwierdzenie w ustawie: bezpatencie (7,5—8m) i drabinka stopni wraz z opłatami winna być określona w ustawie (dlatego nie zabieraliśmy głosu w dyskusji na temat maksymalnych opłat gdyż stoimy na stanowisku, że wszystkie szczegóły winna zawierać właśnie ustawa, jeśli nie — sprzeciwiamy się całości). Nowy sejm i tak z różnych przyczyn (głownie aby rozwalić struktury w związkach) będzie chciał zmienić ustawę, wtedy możemy coś więcej uzyskać, nie wiemy tylko kiedy to się stanie. Uważam, że jednak już teraz winniśmy pójść na kompromis na następujących warunkach:

Jeśli to przejdzie złożymy jedynie oświadczenie, że rozwiązanie jest niewłaściwe, prowizoryczne i przejściowe, ale nie staramy się blokować jego wejścia w życie. Co jeśli pójdziemy na całość? Dostaniemy obowiązkowe przeglądy i w patentach status quo. Oczywiście możemy próbować zblokować wszystko, ale wtedy w sezonie 2005 nic się nie zmieni, a nowy parlament nie daje aż tak dużej gwarancji rychłej nowelizacji i uwzględnienia naszych postulatów.

07.01.2005

Radwan:

PZŻ dzisiaj reprezent owali panowie Heinrich i Pertyński. Pan Pertyński milczał jak grób a Pan Heinrich zabrał głos raz — kiedy wypowiedział znamienne słowa o tym, ze PZŻ musi mieć wyższe ceny na patenty, ponieważ nie otrzymuje dotacji państwowych na działalność.

Skoro PZŻ chce na siebie przyjąć rolę administracji, bo wydawanie dokumentu typu patent czy prawo jazdy jest czynnością administracyjną, to musi to przyjąć ze wszystkimi tego konsekwencjami. Czynność administracyjna z mocy prawa nie może być przedmiotem zarobkowania — a dzisiaj w wykonaniu PZŻ jest. Dodatkowo jeśli się weźmie całokształt prawodawstwa, to stowarzyszenie nie może stanowić prawa dotyczącego powszechnego obowiązku (a takim może być posiadanie patentu na daną grupę jachtów). Dzisiaj przepisy szkoleniowe i dot. patentów wydawanych przez PZŻ dotyczą zarówno jego członków jak i osobnie zrzeszonych. Doskonałych argumentów dostarczyli nam młodzi ludzie z Polskiego Związku Alpinizmu. Otóż oświadczyli, że PZA nie życzy sobie patentowania ludzi wspinających się po górach powierzchniowo, bez względu na sposób i formę tej wspinaczki. Stwierdzili, że nie może być tak, że Polak wyjeżdżający 200 m za naszą granicę do Czech (i na całym świecie) może się wspinać bez żadnych patentów a we własnym kraju musi mieć patent. Oświadczyli również, że kuriozalna byłaby sytuacja, kiedy turysta z np. Holandii wspinał by się w Polsce bez żadnego patentu a od takiego samego wspinacza Polaka wymagano by dokumentu.

Analogia do żeglarstwa była aż nazbyt jasna, nie mniej jednak dodatkowo zwróciłem komisji na ten fakt uwagę, co poseł Tomaszewski odebrał jako powrót do dyskusji, do której nie dopuścił twierdząc, że wszystko zostało juz omówione a wnioski będzie można składać na komisji.

Bardzo ucieszyły nas też wypowiedzi prawnika Polskiej Konfederacji Sportu, które co rusz potwierdzały nasze w tych sprawach stanowisko. Dodatkowo przypomnieliśmy posłom, że Ustawa o żegludze śródlądowej regulująca wysokości stawek za zawodowe bądź co bądź patenty i egzaminy do nich ustala stawkę za patent na poziomie 2,5 razy niższym niż propozycje maksymalnych stawek za patent amatorski a koszt egzaminu na poziomie 4 razy niższym. Na takie zapytanie przedstawiciele PZŻ nie potrafili znaleźć odpowiedzi. Chyba po raz pierwszy wyszliśmy z podkomisji uśmiechnięci od ucha do ucha, bo tyle goli, ile strzelono wczoraj do bramki PZŻ, to nie dostali dawno.

na podstawie internetowych dyskusji na forum pl.rec.zeglarstwo opracował
Wojtek Kasprzak

« powrót do spisu treści

Smok on the Water — biuletyn informacyjny przyjemniaczków — Nr 1
Polska Federacja Żeglarska