Smok on the Water

Zbigniew Klimczak

...Od prawie 30 lat szkolę w moim klubie za darmo, nawet za benzynę na dojazd nie kasuję. Kursy są wiosną i jesienią. Za kilka godzin na zimnie, czasem w deszczu lub śniegu, dostajemy gorącą herbatę. Robimy to z zamiłowania i w poczuciu pewnej misji.

Szkolę również profesjonalnie (piszę w liczbie pojedynczej ale to przykład często występujący w naturze). Instruktorów czynnych jest tak mało, że starcza ich tylko na stanowiska KWŻ-ta. Na łódkach są sternicy a czasem nawet żeglarze jachtowi. Mam na zgrupowaniu 80 uczestników, kilkanaście Omeg, dwie DZ-ty i 20 instruktorów. Wstaję o świcie a kładę się często po północy, kiedy ostatni kursant uśnie. Otrzymuję za taką pracę 800 — 1000 zł. Wychodzi po niecałe 4 złote za godzinę.

Jak się nie ma do tego powołania i nie jest odpornym na obrzucanie błotem w internecie, lepiej się za to nie brać. To co obok napisane nie zmienia tego co twierdzę o fatalnej sytuacji w szkoleniu, za którą odpowiada w pełni PZŻ z Główną Komisją Szkolenia na czele, a nie instruktorzy.

Takie Rzeczypospolitej władanie, jakie młodziezy chowanie

Jak się słucha niektórych wypowiedzi lub czyta o instruktorach żeglarstwa, to już nie ma tam nic gorszego, co jeszcze można by dodać. Wszystkiemu są winni „cykliści” i instruktorzy. Pazerni, wyciągający ostatni grosz z kieszeni biednego kursanta, wyzyskiwacze, pazerni na kasę. I dlatego bronią PZŻ, bo on im to zapewnia. To irracjonalne i nie mogę dojść o co tak naprawdę chodzi atakującym. Zostawmy to a z ajmijmy się samą istotą szkolenia.

Edukacja na całym świecie uznana jest jako potężny mechanizm kreujący rozwój społeczeństw. Nie bez kozery w krajach, które tak chętnie dajemy za wzór daleko idącej liberalizacji przepisów obowiązujących w żeglarstwie, właśnie do edukacji przykłada się najwyższą wagę. To ona ma zastąpić różne niedemokratyczne przymusy i bazując na poczuciu odpowiedzialności poszczególnych żeglarzy, wyposażyć go w wiedzę i umiejętności, zapewniające z kolei ich bezpieczeństwo na wodzie. Rolę tą spełniają setki szkół żeglarskich a w nich kto, jak nie instruktorzy. Sami, doskonale wyszkoleni, dysponując doskonałym wyposażeniem w sprzęt, przekazują wiedzę i umiejętności chcącym z tego skorzystać. Autorytet instruktorów jest niekwestionowany i cieszą się należnym szacunkiem i uznaniem. Wykonują swoją pracę profesjonalnie i otrzymują za to wynagrodzenia, bo jak inaczej. To edukacja, wszechstronna, na wielu poziomach wiekowych i merytorycznych, jest podstawą takich a nie innych przepisów w tych krajach. Edukację realizują instruktorzy. Więc jak to jest, chcemy pełnej wolności w żeglarstwie a niszczymy bazę edukacyjną?

Popatrzmy jak to jest u nas. Szkolenie jest przymusowe, zajmują się tym instruktorzy, więc wszystko jasne — to oni uosabiają istotę przymusu. Fakt, że czołowi instruktorzy w Polsce, ci z poza GKSz — PZŻ, uważają, że przymus w szkoleniu należy znieść, jakoś umyka uwadze niektórych osób. Szkolenie, szczególnie dzieci, jest równocześnie proces wychowawczym. Żeglarstwo dzięki swojej specyfice, jest prawie samograjem wychowawczym. Nie każdy potrafi być wychowawcą. Wielu znajomych żeglarzy, mających jachty i mogących nauczyć samym swoje dzieci żeglowania, prosi mnie o przyjęcie ich na obóz.

Wielu znanych mi instruktorów traktuje to jako misję a z arazem nie popiera przymusu w szkoleniu. Ten co moczy tyłek na Omedze kilka godzin dziennie, wie, że zawsze będzie potrzebny. Zniesienie obowiązku odbycia kursu uderza w zupełnie kogo innego. I nawet nie, jak to znowu brutalnie się zarzuca pazerność na kasę, właścicielom profesjonalnych szkół żeglarskich.

Zawsze twierdziłem, a teraz popiera mój pogląd dwóch właścicieli największych szkół żeglarskich w Polsce, że zniesienie przymusu wyjdzie i im i szkoleniu na dobre. Dlaczego? Ponieważ, jeśli już mam płacić za wiedzę to pójdę tam, gdzie gwarantują mi jej wysoki poziom. Padną więc wakacyjne efemerydy. Jakiś demagog zarzucił, że chodzi tu więc o wykończenie konkurencji! Nie — to upadek „śmieci” w interesie kursanta. Upadać wskutek konkurencji zaczną potem gorsze szkoły i to też będzie w interesie kursanta.

Jeśli (słusznie) dążymy do tego aby armator jachtu mógł uprawiać żeglarstwo bez jakichś urzędowych ograniczeń to musimy postawić na edukację. Edukować może tylko instruktor, więc nie wylewajmy dziecka z kąpielą . Wszak ciągle aktualne powiedzenie zawarte w tytule ma zastosowanie też do żeglarstwa. Szanujmy tych co „chowają”.

Zbigniew Klimczak

« powrót do spisu treści

Smok on the Water — biuletyn informacyjny przyjemniaczków — Nr 1
Polska Federacja Żeglarska