Smok on the Water

Włodzimierz „Radwan” Radwaniecki

Absolwent AWF Gdańsk, wydziału trenerskiego kierunek żeglarstwo. Momentami z przebłyskami naukowymi. Wicemistrzostwo Finlandii na regatach w Helsinkach w ówczesnym polskim Finnie. Do 1991 roku, kiedy to wygrał Mistrzostwa Polski i został powołany do kadry olimpijskiej jeszcze dwukrotnie zdobywał medale w MP seniorów w klasie Finn. Startował z powodzeniem w klasie Micro (m. innymi zdobywając Puchar Premiera), później przez sezon jako sternik ekipy „Big Stara” w klasie 730. Często można go było spotkać z rodziną na mazurskich regatach.

W 2000 roku trafił, jak zwykle przez przypadek, do klasy Omega, w której z powodzeniem ściga się do dziś. W 2002 roku został wybrany na prezesa Stowarzyszenia Związek Klasy Omega. W 2003 roku zarejestrował stowarzyszenie oficjalnie (co nie udało się do tej pory żadnemu z jego poprzedników). Przez 3 ostatnie sezony „nie schodzi z pudła”, tak w Mistrzostwach Polski jak i w Pucharze Polski w klasie Omega. W tym roku rozpoczął samodzielną budowę jachtów klasy Omega. Ma 41 lat.

Tajne przez poufne, łamane na łamane, a my... jeszcze przed Albanią...

Źle się dzieje w państwie duńskim, chciałoby się sparafrazować poetę. Wszyscy to widzą, wszyscy o tym wiedzą, tylko mało kto cokolwiek robi, aby było lepiej. Już piętnaście lat minęło od zmiany ustroju, a PZŻ jak tkwił w starym systemie, tak tkwi. Państwo w państwie. Ci sami działacze od niepamiętnych czasów i pojedyncze egzemplarze „młodych wilków” elegancko spacyfikowane na starą, sprawdzoną modłę. Dlaczego państwo w państwie — ktoś zapyta? A jak inaczej określić sytuację, w której państwo ustanawia prawa a PZŻ ustanawia swoje prawa i ma gdzieś te w państwie ustanowione?

Żeby nie być gołosłownym: stowarzyszenie, jakim jest PZŻ otrzymuje dotacje państwowe na działalność sportową. Wszystkie stowarzyszenia, które otrzymują dotacje państwowe muszą prowadzić biuletyn informacji publicznej. PZŻ ma to w głębokim poważaniu i takiego biuletynu nie prowadzi. Co więcej, PZŻ zabrania swoim reprezentantom wypowiadania się wobec osób trzecich na temat stosunków panujących w Związku i jego finansów!!! Nieodparcie nasuwa mi się pytanie PZŻ to jeszcze, czy może już Abwehra? :)

W nosie ma też nasz związek inne przepisy. Sejm uchwalił ustawę, minister wydał rozporządzenie, w rozporządzeniu stoi jak byk, co, kto i jak. No i wszyscy realizują zgodnie z literą prawa. Tylko PZŻ ma własne prawa. Ich ustawa i rozporządzenie nie dotyczy. Konkret? — proszę bardzo. Nawet laik, który weźmie do ręki licencję zawodnika wydaną przez PZŻ i tę określoną w ustawie stwierdzi, że dokument wydawany odpłatnie w Związku nijak ma się do tego określonego w ustawie i rozporządzeniu ministra. Każe sobie PZŻ płacić różne haracze. Takie np. opłaty za rejestracje kursów... nigdzie niemające oparcia w prawie... takie licencje na rozgrywanie regat... jak wyżej. A żeglarze jak potulne baranki dają się strzyc. PZŻ każe sobie płacić za kursy instruktorów PZŻ i za ich patenty... Doskonale zdając sobie sprawę z tego, że od 2001 r uprawnienia te są nielegalne w świetle prawa i patenty wydawane przez PZŻ nie uprawniają do zawodowego prowadzenia szkoleń. Przez te wszystkie lata PZŻ nawet nie wystąpił do prezesa Polskiej Konfederacji Sportu o przyznanie prawa do kształcenia instruktorów sportu, choć mógł to uczynić.

Gdyby nawet podjąć karkołomne założenie, że centrala PZŻ chce coś zmienić, to i tak nie może. Dlaczego? Ano, dlatego, że głową tego stwora trzęsie tylnia część ciała, czyli OZŻ-ty. A w OZŻ-tach — hulaj dusza piekła nie ma. Ustawa Prawo o Stowarzyszeniach — furda. Kodeks Postępowania Administracyjnego — betka. „Myśmy są na prawie i nic wam do tego”. Spróbuj się poczciwy żeglarzu dowiedzieć np. o finanse. Na co wydano, kto, komu i dlaczego. Dowiedz się, które kluby są zgodnie z prawem zarejestrowane w KRS lub są Sportowymi Spółkami Akcyjnymi, a które nie. Zapytaj się, dlaczego członkami zwyczajnymi OZŻ-tów są firmy i kluby przyzakładowe. Dowiedz się, dlaczego wynajmuje się pomieszczenie w reprezentacyjnym hotelu i na co idą Twoje pieniądze.

PZŻ z definicji powinien być związkiem sportowym. I zapewne po części jest. Lecz jak widać minione lata niczego nie nauczyły naszych działaczy. Dalej w ekipie na Igrzyska Olimpijskie zamiast trenerów poszczególnych zawodników, miejsca zajęli trener koordynator i wiceprezes ds. sportu. Pomogło jak umarłemu kadzidło. Żaden z działaczy nie skojarzył, że połączenie geniuszu Mateusza Kusznierewicza z geniuszem Karola Jabłońskiego jako doradcy w Atlancie, dało w efekcie złoto. Blamaż Sydney nie dał twardogłowym do myślenia. Dla Jabłońskiego znów zabrakło miejsca w ekipie. No, ale mieliśmy przecież wybitnego trenera koordynatora, który nikogo jeszcze w życiu nie wytrenował i wiceprezesa, byłego świetnego zawodnika... Może lepiej by się stało, gdyby wiceprezes zajął miejsce za sterem którejś z łódek? Szanse na zdobycie medalu w polskiej ekipie wzrosły by wielokrotnie...

Ale to wierzchołek góry lodowej. Okazuje się, że system eliminacji, do których to systemów narzucanych przez PZŻ od lat zawodnicy i trenerzy mieli zastrzeżenia, doprowadził do match racingu pomiędzy naszymi zawodniczkami w klasie Europa. Mało to miało wspólnego z żeglarstwem sportowym. Zupełnie zero z zasadą fairplay. A efekt — jak zwykle. Poniżej oczekiwań... Nasze systemy eliminacji nie zmieniają się od lat. Nie ważne, który będziesz, byle pierwszy z Polaków. To, bowiem da gwarancję wyjazdu na kolejną imprezę. Kogoś przecież trzeba wystawić... A jak już się udało wyeliminować na te igrzyska, to odbyło się to takim kosztem, że z zawodników uszła para i jak żeglowali — każdy widzi...

Tyłki działaczy uratował geniusz i praca Mateusza Kusznierewicza. Więcej — chełpią się okrutnie — pod względem zdobytych medali na Igrzyskach Olimpijskich jesteśmy szóstą potęgą sportową w Polsce! Jakże przypomina to czasy, kiedy Polska była dziewiątą potęgą ekonomiczną świata... i jak ironizował satyryk... „przed Albanią! Rumunia za Albanią, a my przed”. Taka to potęga. Mateusz niestety odszedł z klas olimpijskich. Jedyna nadzieja w deskarzach, którzy czynią stałe postępy. No i może w załogach juniorskich, które z Mistrzostw Świata Juniorów w różnych klasach regularnie przywożą medale. A jeśli znów będzie „poniżej oczekiwań”?... No to wtedy za Albanią, Panowie prezesi, za Albanią... ale może choć przed Bangladeszem? Propaganda i to przekuje w sukces.

Radwan

« powrót do spisu treści

Smok on the Water — biuletyn informacyjny przyjemniaczków — Nr 1
Polska Federacja Żeglarska