Smok on the Water

[ Internetowe oszołomy kontratakują - PZŻTRIX ]

Ktoś z PZŻ nazwał nas „internetowymi oszołomami”. Jeśli coś nas oszołomiło to był to rozdźwięk pomiędzy tym co jest w innych krajach, a tym co jest u nas. Pamiętacie film Matrix? Główny bohater żył sobie w cukierkowym świecie, niczym w raju. I nagle coś ten piękny sen przerwało — okazało się, że rzeczywistość jest bolesna i trudna do przełknięcia. My też, każdy na swój sposób, przeżył osobisty Matrix — od snu i marzeń o żeglowaniu do nieprzyjemnej rzeczywistości w realu.

Władza spotyka „oszołomów”

7 lutego 2005 odbyło się pierwsze oficjalne spotkanie władz PZŻ z niezależnymi stowarzyszeniami żeglarskimi oraz pasjonatami żeglarstwa skupionymi w kręgu listy dyskusyjnej pl.rec.zeglarstwo. Żeglarze zaproszeni przez prezesa PZŻ Wiesława Kaczmarka mogli po raz pierwszy bezpośrednio poznać stanowisko PZŻ w interesujących ich kwestiach. Na spotkaniu strony określiły stanowiska w sprawie liberalizacji żeglarstwa w Polsce, ponadto wymieniono poglądy i argumenty na tematy związane z rejestracją i przeglądami jachtów.

Ze spotkania jasno wynika, że PZŻ nie stanowi już monolitu i ścierają się w nim różne poglądy. Najbardziej konserwatywną i nieustępliwą frakcję stanowi lobby szkoleniowe a także ludzie z OZŻ-tów. Jednak chyba wszyscy obecni nie mieli wątpliwości, że napięcia pomiędzy żeglarzami a „administracją żeglarską” osiągnęły już taki stopień, że nie można spraw liberalizacji uprawnień schować do szufl ady. Odkładanie reform może jedynie spowodować, że wstrząs dla grupy „twardogłowych” działaczy może być dotkliwszy. Niestety większość obecnych przedstawicieli Związku nadal uważa, że rejestry, przeglądy i patenty są żeglarzom niezbędne, są dla ich dobra, itd. jednakże trudno było uzyskać wprost argumenty za tym przemawiające. Zwróciliśmy uwagę na patologie naruszające zasadę reprezentatywności środowiska. Proceder dopisywania „martwych dusz” (najczęściej wpisuje się kursantów i/lub uczestników obozów) aby zdobyć więcej mandatów, przyjmowanie w poczet członków rzeczywistych podmiotów, które zgodnie z ustawą o kulturze fizycznej nie mogą być członkami rzeczywistymi, a jedynie wspierającymi, oraz przyznanie biernego prawa wyborczego osobom, które nie są delegatami — to są praktyki, które czynią w Związku demokrację i reprezentatywność jedynie fasadową. W zasadzie obie strony zgodnie stwierdziły, że reforma PZŻ od środka jest w zasadzie niemożliwa, co samo narzuca rozwiązanie — wymusić reformę i ustępstwa w drodze działań „z zewnątrz”.

Jako pierwszy temat poruszyliśmy konieczność rozdziału żeglarstwa turystycznego od sportu. Większość działaczy PZŻ uważa to za zbędne, a nawet szkodliwe dla turystów (sic!). Jako argument przedstawiono niemożność samodzielnej egzystencji finansowej (nie zarobią na siebie) organizacji ograniczającej się wyłącznie do żeglarstwa rekreacyjnego, w innym znowu wypadku jako uzasadnienie dla patentów, rejestrów i przeglądów podawano konieczność ponoszenia kosztów związanych z przynależnością do różnych sportowych żeglarskich organizacji międzynarodowych co raczej sugeruje, że to turyści pomagają finansowo sportowcom.

Z ważnych kwestii, oprócz tych dotyczących spraw Ustawy o Kulturze Fizycznej poruszyliśmy kwestię jawności i dostępu do informacji, kwestie podległości niektórych czynności PZŻ pod KPA. Ze strony PZŻ dowiedzieliśmy się, że chciałby móc reprezentować wszystkich żeglarzy, ale w zaistniałej sytuacji rozumie, że jest to niemożliwe i mogło by być tylko po uzyskaniu mandatu organizacji i żeglarzy niezależnych. Zdecydowanie taką możliwość odrzuciliśmy. Podkreśliliśmy, że są różne organizacje, różne głosy i nie ma mowy o powrocie do stanu w którym PZŻ będzie jedynym reprezentantem środowiska. Strony ustaliły, że dla dalszego kontynuowania dyskusji możliwe będą wspólne prace w mniejszych zespołach problemowych, w celu ewentualnego zbliżenia stanowisk w interesujących nas kwestiach. Dodatkowo, prezes Kaczmarek wyraził wolę osobistego zaangażowania w prace nad ustawą o Kulturze Fizycznej i roboczego spotkania się jeszcze przed drugim czytaniem w sejmie. Ten krok może być pewną szansą pokazania, że nie padają jedynie puste obietnice.

Mimo, iż deklaracja podtrzymywania kontaktów ze środowiskami niezależnymi budzi pewne nadzieje na osiągnięcie kompromisu, w rzeczywistości (biorąc pod uwagę niefortunny okres w którym się ono odbyło — naszym zdaniem kilka miesięcy za późno, albo kilka miesięcy za wcześnie) niewiele sobie obiecujemy po działaniach władz PZŻ. Ciągle akcentowana zależność od „okręgów” i konieczność reprezentowania ich interesów utwierdza nas w przekonaniu, że nie należy w Związku upatrywać przyjaciela żeglarzy. Odnieśliśmy także wrażenie, że informacje docierające do Prezesa i niektórych członków zarządu o naszych działaniach i nas jako środowisku były selektywnie dobierane i okraszane odpowiednim akcentem.

[ Rozmawia kilku działaczy: - Panowie! To ustalamy, że szeroko pojęte konsultacje ze środowiskiem odbędą się u mnie w biurze w poniedziałek... OK? - No dobra, a kto jeszcze będzie? - No jak to kto!? Całe środowisko będzie! ]

Spotkanie odbyło się w atmosferze kultury i wzajemnego poszanowania, choć narzucona formuła powodowała chwilami lekki chaos w dyskusji. Dyskusja często dryfowała na różne tematy. Dyskutanci, zwłaszcza ze strony Związkowej, mieli tendencję do rozmywania sprawy, odpowiadania nie wprost lub próbowali wymuszać zmianę tematu. Czasem wymagało to przerwania wypowiedzi (także Prezes kilkukrotnie zwracał swoim stronnikom na to uwagę) i przypomnienia, że nie o to chodzi. Niejednokrotnie takie „pływanie” po temacie prowadziło do zabawnych sytuacji, jak ta w której raz związek żeglarstwa rekreacyjnego (nazwa robocza) nie byłby w stanie się sam utrzymać, drugim razem okazało się, że to właśnie „przyjemniaczki” utrzymują w znacznym stopniu struktury związkowe.

Odpowiedź na niektóre pytania, dla naszej wiedzy wszak nie konieczna, potwierdzała jedynie niekompetencję albo udawanie niewiedzy w celu obrony status quo (w to pierwsze trudniej mi uwierzyć). Ciągle byliśmy zapewniani, że Zarząd może by i chciał, ale „te doły...”. Otrzymaliśmy wprost potwierdzenie naszych zarzutów, co moim zdaniem niewiele zmienia, że są patologie powodujące utratę reprezentatywności Związku. Co jakiś czas, nie tylko na tym spotkaniu, pojawiają się sugestie abyśmy swoje „reformy” wdrażali działając w strukturach. Obiecano stworzyć nawet oddzielny pion żeglarstwa turystycznego wraz z nowym etatem. O takim aliansie oczywiście mowy być nie może, choć jest jeszcze kilka osób uważających za sensowne zmieniać Związek od wewnątrz. Jeśli te reformy będą zbieżne z kierunkiem naszych działań z całą pewnością wrogami nie będziemy.

Argumenty jakie przytaczano na obronę obecnego bastionu obsadzonego rajtarami instruktorsko-inspektorskimi jednoznacznie wskazują, że chodzi o pieniądze i małe lub większe przywileje. Ludzie wychowani w systemie, który o wszystkim i za wszystkich decydował, wszystko regulował nie potrafią znaleźć się w realiach, gdzie podejmuje się personalnie (nie kolektywnie) decyzje i za nie odpowiada. Ludzie tacy, co jest zatrważające, święcie wierzą w systemy nakazowo-kontrolne. Zabawną także była konwencja, która już z dawien dawna stosowano w systemach absolutystycznych (totalitarnych) „dobry car batiuszka/wredny urzędnik” spotykaną czasem w filmach w wersji „dobry/zły glina”, o tym kto był tym dobrym chyba nie należy podkreślać.

Kilkukrotnie próbowano ataków osobistych kierowanych wobec mnie i Radwana. Zdecydowana reakcja z mojej strony wsparta przez Krzysztofa Bieńkowskiego i Prezesa Kaczmarka zapobiegła zdryfowaniu dyskusji w tą stronę (jak się okazuje oszołomów można spotkać nie tylko w internecie).

Mimo tych kilku incydentów samo spotkanie „w formie” przebiegało właściwie. Biorąc pod uwagę, że nie otrzymaliśmy żadnej konkretnej ścisłej odpowiedzi, czy też deklaracji nie łudzę się co do tego, że to spotkanie coś zmieni i Związek zacznie się „reformować” bez nacisków z zewnątrz. Bardziej prawdopodobnym wydaje się jedynie drobny face-lifting lub tylko makijaż. Oczywiście nie przekreślam znaczenia tego spotkania i ewentualnie dalszych, wszakże kropla drąży skałę, jednakże działania równoległe i zastępcze należy kontynuować. Zarówno opozycja zewnętrzna jak i sama fronda z dnia na dzień staje się silniejsza i właśnie to daje nadzieję na zmianę, a nie niejasne deklaracje i gładkie słówka. Pamiętajmy wszakże, iż o rzeczywistych intencjach przekonamy się wkrótce, bo „po czynach ich poznacie”.

Andrzej „Hasip” Mazurek

Stenogram ze spotkania Prezydium PZŻ z przedstawicielami środowiska żeglarskiego w dn. 07.02.2005 dostępny jest pod adresem: http://www.samoster.org.pl?doc=5

[ Każdy rumpel ma dwa końce ]

« powrót do spisu treści

Smok on the Water — biuletyn informacyjny przyjemniaczków — Nr 1
Polska Federacja Żeglarska