Smok on the Water

Żeglarska administracja? Nigdy w życiu!

Wziąłem w ręce egzemplarz Żagli sprzed 4 lat (3/2001) i czuje się jakbym przeżywał déja vu. Ówczesny i zarazem obecny prezes WOZŻ Jerzy Durejko przedstawia swoje pomysły na:

Pomysł, aby każdy mógł przystąpić do egzaminu potwierdzającego umiejętności żeglarskie zdobywane samodzielnie bez udziału w jakichkolwiek kursach, również nie zdobywa uznania w oczach prezesa: „Są takie aspekty wiedzy żeglarskiej, których nauczyć może tylko instruktor-dydaktyk”.

Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że poglądy prezesa niewiele się zmieniły przez ostatnie 4 lata. Po tej przygnębiającej lekturze szczęśliwie odkrywam tekst cenionego konstruktora jachtów Jerzego Pieśniewskiego:

Już 11 lat temu, publikując w Żaglach artykuł „Żeglarstwo = swoboda”, miałem nadzieję, że nowa rzeczywistość przepędzi demony PRL-owskiej biurokracji ograniczające swobodę żeglowania, zwłaszcza po morzu. Nadzieje te ziściły się tylko częściowo... Nie uważam też, że organizacja żeglarska powinna zajmować się tzw. turystyką żeglarską zarówno morską jak i śródlądową. To jeden z reliktów państwa, które starając się odzwyczaić obywateli od samodzielnego myślenia i działania, organizowało wczasy FWP, rajdy szlakami Lenina, a także zloty Żeglarzy. We władzach PZŻ nadal dominują działacze... w większości wyszkoleni jeszcze w czasach „wczesnego Gomółki”. ...PZŻ jest organizacją sportową i powinna zajmować się wyczynem oraz sportem masowym. To norma światowa, obowiązująca wszędzie tam, gdzie żeglarstwo kwitnie... Turystów natomiast PZŻ obchodzi tyle, co zeszłoroczny śnieg!

[ Narada PZŻ: - Proponuję, abyśmy reprezentowali wszystkich tych, którzy nie wnieśli przeciwko nam protestu... ]

Jerzy miał jeszcze nadzieję:

Potęgą żeglarską jeszcze nie jesteśmy i długo nie będziemy, jeśli nie zmienimy sposobu myślenia o naszym żeglarstwie. Miejmy nadzieję, że przyjdzie nam na to czekać krócej niż Narodowi Wybranemu, wędrującemu do Ziemi Obiecanej...

Zastanawiam się, czy Mojżesz naumyślnie kluczył po pustyni przez 40 lat, aby po drodze mogli wymrzeć wszyscy, którzy pamiętali czasy niewoli. Opornym może nawet pomagał... Nieco dalej Bogdan Matowski pisał ciekawe rzeczy. W 1999 roku PZŻ otrzymał 37 tys. zł z budżetu państwa na wprowadzenie w życie dyrektywy UE 94/25/EC dotyczącej trybu dopuszczania do obrotu i eksploatacji jachtów. Polskie stocznie zagrożone wstrzymaniem eksportu do Unii, nie czekając na PZŻ wdrożyły ją same. — Na co poszło 37.000 zł, kto na tym zarobił i co z tego wynika dla żeglarzy? — pytał Bogdan Matowski. Na krytykę Polski Związek Żeglarski zachowuje stoicki spokój i milczenie. Od wielu już lat publiczna krytyka nie wywołuje żadnego wrażenia czy rumieńców wstydu.

...Wygląda na to, że władze Związku wyznają wyjątkowo arogancką filozofię pochodzącą z zupełnie innej epoki „psy szczekają, karawana idzie dalej”.

Również Pan Bogdan miał 4 lata temu resztki zupełnie nieuzasadnionej nadziei:

Pozostaje jeszcze jedna słaba nadzieja, że nowy Zarząd PZŻ, jaki zostanie wybrany na Sejmiku 2001, nie zmarnuje kolejnych lat swojej kadencji na puste frazesy.

Ja żadnej nadziei już nie mam i nie jestem w tej kwestii osamotniony. Przez te cztery lata pojawiło się w Polsce zupełnie nowe pokolenie żeglarzy, które nie jest skażone osławionym „regulaminem rejsów morskich” ani „klauzulami pływań”. Pokolenie owo nie pamięta już czasów niewoli, czarteruje jachty na wodach ciepłych i chłodnych. Żegluje odważnie i daleko. I nie ma już żadnych złudzeń. Aby coś się zmieniło w kraju odwieczni działacze muszą odejść.

Krzysztof Bieńkowski

« powrót do spisu treści

Smok on the Water — biuletyn informacyjny przyjemniaczków — Nr 1
Polska Federacja Żeglarska